„Tak” i „nie”. Samo się nie zrobi.
Pod nasze dachy trafiają ludzie „których nikt nie chce”. Niewidzialni w systemie. Ten zaś zwiera szeregi, zacieśnia granice i wypluwa kolejne rzesze naszych bliźnich. Tym razem starych, chorych i niepełnosprawnych uchodźców. Oby nasze ręce ich przygarnęły. Ręce ludzi przyzwoitych, ręce miłosiernych Samarytan. A ten Samarytanin, jak wiecie, należał do grupy pogardzanej przez pobożnych Izraelitów. I jakoś Jezus nie mówi, że najpierw sprawdził pochodzenie rannego człowieka czy jego przeszłość. Czy nie daj Boże Żydem był czy też Rzymianinem albo, o zgrozo! Arabem.
