Dzieciaki, Duch i urodziny

I o tę jedność w pchaniu wózków dobra trzeba nam ustawicznie dbać. W rodzinie, każdej wspólnocie- w bloku, osiedlu, kraju i Kościele. Duch Święty to Duch jedności w różnorodności. W czasie Zesłania Ducha Świętego nagle wszyscy zaczęli się rozumieć, choć każdy mówił innym językiem. I tego Ducha przyjmujemy na chrzcie. Pozwólmy Mu wiać. Od tego nikt się nie przeziębi. To zło lubi zamknięte okna, drzwi i duszne, zatęchłe powietrze. I choroba w takim wypadku gotowa.

solidarność w toalecie

Dzisiaj na dworcu PKS w Ostrowcu starsza pani obsługująca toalety nie wzięła ode mnie pieniędzy za dwie osoby z Ukrainy. “To mój malutki wkład. Dziś jest sobota, dla Matki Bożej. Putin niech umrze, ale przedtem niech się nawróci.” Te cztery złote są błogosławione może bardziej, a w każdym razie tak samo, jak milion podarowany przez kogoś, co ma ich wiele na koncie. Klientów tam jest niewielu, praca niewdzięczna.

Nie ma, że nic się nie stało.

Czujemy bezradność wobec ogromu zła. Owszem. Ale nie dajmy się tej bezradności zagarnąć. Pokój trzeba nam budować. O zaraz. Tu i teraz. Między nami, w jednym domu, mieście, Kościele, państwie, kontynencie. Tylko taka pespektywa sprawi, że cierpienia i śmierć ofiar tej i innych wojen, egoizmów i niesprawiedliwości nie pójdą na marne. Odzyskajmy braterstwo. Przemieńmy Krzyż w Zmartwychwstanie.

Najważniejsze jest trwanie w przyzwoitości.

W najśmielszych snach nie przyszło by mi do głowy kilka lat temu, że pewnego dnia będę siedzieć nocą w pokoju, w którym przez lata mieszkałam z Arturem i walczyć o opad gorączki u ….ukraińskiego dziecka z anginą. Bogu dzięki, że jest ten pokój i wiele innych. Żegnaj spokojna starości. Choć miło by było, gdyby przyczyną pożegnania nie było morze cierpienia. Cóż, trzeba trwać na posterunku do końca. “I wydali owoce przez swoją wytrwałość”. /Jezus Chrystus/. Nie da się szybko, tanio i przyjemnie budować Dobra. Miłość to trwanie do końca w raz dokonanym wyborze.

Komfortu nie będzie

Trzeba pamiętać, że jedną rzeczą jest otwarcie drzwi dla uchodźców, a drugą- niesienie razem z nimi ich cierpienia. Jesteśmy wszyscy w nowej sytuacji. Trudno czasem zrozumieć ich potrzeby i mogą być nieporozumienia. Wyrwani nagle ze swojego życia, po ciężkich przejściach, niektórzy wiedzą, że nie mają dokąd wracać, są często w sytuacji zależności i lęku o przyszłość. Zostawili nie tylko dorobek życia, ale rodziny, przyjaciół, znane sobie ścieżki i przyzwyczajenia. Nie znają języka i są wśród obcych, nawet jeśli najbardziej życzliwych. I nie przyjechali bo tak chcieli tylko musieli. I BARDZO WAŻNE: ostrzegać przed oszustami, reagować na nieuczciwość wobec nich. Polacy nie stali się nagle społeczeństwem aniołów i są wśród nas, z pewnością nieliczni, ludzie wykorzystujący sytuację do złych celów.

Nie nada

Wsiedliśmy z Mikim w samochód, zgarnęliśmy panią A po drodze i w ostrowieckiej galerii ubraliśmy od stóp /dosłownie/ do głów/dosłownie/. I znowu- nic nadzwyczajnego obecnie. Pani A protestowała “nie nada, nie nada” przy kolejnych sztukach odzieży, ale jej jakoś wytłumaczyłam, że “nada” i że na dzień zwycięstwa musi się prezentować oraz, że bandyta Putin nie będzie miał satysfakcji, że zrobił z ukraińskich kobiet nędzarki.

Będziecie stąpać po swych własnych schodach

Przejdą dni ciężkie klęski i rozgromu
I zapomnimy o ranach i szkodach…
Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
Będziemy stąpać po swych własnych schodach/Leopold Staff/

Chusta Weroniki

Od początku wojny przyjęliśmy na krótsze okresy 77 osób w Krakowie, Warszawie, Brwinowie, a dłużej pozostaje z nami kolejne 35 osób. Połowa z nich to dzieci, w większości maluchy. Rekord bije Brwinów, gdzie do piątku gościło 36 osób- matki z dziećmi. Z reguły krótko, co zwiększa wysiłek, bo dla każdej rodziny trzeba od początku szykować łóżka itd

Raport ze stanu zwyczajnie nadzwyczajnego-nocnik i szpital oraz polecenie generała

Mamy też stale ludzi bezdomnych, biedaków w potrzebie i ich nie zostawimy. Oni nagle nie zniknęli. Musimy żyć w tym stanie wyjątkowym, tak żeby nie zrujnować tego, cośmy zbudowali. W skali poszczególnych rodzin, organizacji czy kraju. To dzięki temu możemy pomóc innym, bo mamy czym i jak. Trzeba rozkładać siły i środki, nie marnując na niepotrzebną partyzantkę. Dlatego staram się o tym przypominać naszym ludziom i tym, których znam i kocham, a którzy działają na innych odcinkach. Nie jesteśmy Panami Bogami, a potrzebującym nie będziemy służyć jeśli zostaniemy pacjentami na z SORze, w szpitalu lub z depresją czy nerwicą. To bieg długodystansowy. Czyli jako generał w habicie w stanie spoczynku /aluzja do jednej z książek o nas/ nakazuję Wam, kochani, dobrzy ludzie, jeść, spać, przytulić żonę i dzieci, sumiennie pracować, posłuchać muzyki w przerwie pomiędzy dobrymi uczynkami i ratowaniem uchodźców.

Tak trzymać /się musimy razem/

A przed kobietami chylę czoła, choć sama baba jestem: matkami czekającymi na granicy kilkadziesiąt i więcej godzin z nic nie rozumiejącymi, brudnymi, wrzeszczącymi dziećmi, matkami w schronach, matkami na polsko-białoruskiej granicy w lasach i bagnach. W nadziei na przeżycie i życie. Dla dzieci. Bo jacyś wariaci bawią się w wojnę, marzą o potędze siedząc bezpieczni w luksusach, a do realizacji swoich mrzonek wysyłają poddanych. Ci też mają matki, siostry, żony, dzieci. Historia uczy, że te sny kończą się dla tyranów zawsze źle. Po drodze zostają trupy i zgliszcza. Na koniec, bardzo często, trupy owych tyranów. I znów trzeba mozolnie odbudowywać świat.