Ciepło, przytulenie i światło

Trochę słuchania zamiast czytania. Rekolekcje i rozmowa z Anią Dymną tu są w komplecie.

Zanim posłuchacie przy lepieniu pierogów to: dominikańska młodzież studencka w liczbie chyba ponad setkę od paru miesięcy szykowała, jak co roku, imprezkę. Zwie się to „Ciacho za ciacho”. W krużgankach średniowiecznego klasztoru w Krakowie było wszystko /no, prawie/: kiermasz tysięcy książek, ciasta, rękodzieło, wystawy artystyczne, teatr, koncert, kawiarnia, sala zabaw dla dzieci i sama już nie łapię co więcej. Czegoś takiego nie widziałam – setki zwiedzających i kupujących, młodzi, starsi, sprawni nie. Zebrali 196 536,37 zł. To na utrzymanie naszych 7 domów i wspieranie tych, co sami sobie nie radzą. Odetchnęłam nieco, bo dobro kosztuje także w gotówce, jak wiemy -coraz więcej.

Poły namiotu

Dojechał do Zochcina pan Witalij i dwie urocze panienki lat 3,5 i 4,5. Tata dzielny niezwykle: mama uciekła do Rosji, on walczył o prawo do dzieci i kiedy je, po prawie dwóch latach uzyskał – dotarł do Polski. Obiecana praca z zamieszkaniem skończyła się dla nich wylotką na ulicę. Maluchy spędziły nieco czasu w piwnicy w Sumach. To taka zabawa Putina- w chowanego z ukraińskimi dziećmi i dorosłymi. Tata ma zespół stresu pourazowego i ciągle się boi, że go wyrzucimy. Konieczna pomoc lekarza, ale spoko, ogarniemy.

Do roboty, mój Kraju

We wsi Tyrawa Wołoska jest ośrodek pomocy społecznej. W tejże wsi mieszkają dobrzy ludzie. Tam zabłąkała się upośledzona umysłowo Rumunka. Jak? Nikt nie wie, bo błąka się ponoć ponad rok …

Układamy puzzle czyli nadzieja zawieść nie może

a z drugiej strony Nagroda Pontifici Warszawskiego KIK-u, tym razem odbieraliśmy ją na własnym terenie, bo jak budować mosty, to konkretnie. W nowym domu MB Serdecznej w Warszawie. Dziękujemy!!! Było …

Słowo- zabija lub ożywia

Błagam i proszę, ja – zwykła starsza kobieta, która widziała wiele ludzkich nieszczęść i krzywd spowodowanych słowem – opamiętajmy się. Gonitwa za sensacją, odzieranie z prywatności ku uciesze tłumu. Poniżenie i „zaoranie” tego, kogo uważamy za wroga, cała machina środków przekazu wydobywająca z ludzi to, co najgorsze, przyzwolenie na kłamstwo, pogardę. Totalna wojna- jeńców się nie bierze, dzieci, chorych i niepełnosprawnych, starców- nie oszczędza. Proszę też naszych Pasterzy- odezwijcie się głosem dobrym, głosem ewangelicznej prawdy- jesteśmy jako społeczeństwo chorzy. A przecież w tym społeczeństwie jest bardzo wielu chrześcijan. Nasze dzieci i młodzież rosną w świecie walki, szukania wrogów, chamstwa i pogardy, bo oni uczą się, że nie ma granic i wszystko wolno. Za naszą granicą widać tragiczne skutki wojny opartej na pysze, pogardzie i kłamstwie. W Polsce mamy już ofiary. Niech nie pójdzie na marne cierpienie ofiar i ich rodzin. Niech przyniesie otrzeźwienie. Niech nikt nie umiera zaszczuty i niech żadna ręka zatruta nienawiścią nie podnosi się więcej na bliźniego, a ofiary cudzej nienawiści niech znajdą u nas bezpieczną przystań.

Rewolucja

I wzrusza mnie najbardziej to, że ilekroć coś dobrego dla nich zrobimy, czy to naszym, żyjącym z nami Uchodźcom, czy to tym, którzy w swoim kraju cierpią, zawsze są podziękowania. Nie ma za co dziękować. Akurat wam „to się należy” w imię zwykłej ludzkiej solidarności i chrześcijańskiego braterstwa z cierpiącymi. To my Wam dziękujemy za odwagę i godność, z jaką znosicie cierpienie.

Nam się udało

Świat pełen jest poranionych. Przez bliźnich lub, bywa, przez samych siebie. Czyż rolą chrześcijańskiej wspólnoty nie jest tworzenie miejsc pokoju dla każdego, kto jest bezdomny bo nie ma miejsca do życia albo dlatego, że nikt go nie chce?

Piękno powszednie i zaczynanie od nowa

Tej wytrwałości i wierności w dobru w świecie niepewności i zamętu sobie życzmy. Zwłaszcza, że zło, cierpienie i bieda rozlewa się szeroko. I nie zapomnijmy o tym, że świat jest piękny. Mimo wszystko. Mimo upału, wojny, inflacji, ludzkiej głupoty i naszych codziennych kłopotów. Piękno bywa malutkie i bardzo powszednie- jak ćma na ścianie domu, kwiatek na trawniku, podana herbata czy puszka konserwy wrzucona do kosza na zbiórkę żywności.

Spotkania i przytulanki

Dzieci przychodzące na nasz plac zabaw wyrażają czasem poglądy rodziców. Cóż, cytować dosłownie nie będę, ale rzecz ująwszy delikatnie, nasi mali goście z Ukrainy mają się wynosić. Piasku dla wszystkich starczy, huśtawek też, ale „obcy” wdarł się w ich życie. Z drugiej strony setki drobnych i większych gestów solidarności i życzliwości oraz pomocy od ludzi. Jeśli nie nauczymy dzieci bycia razem, wojny nie ustaną. Tylko najpierw musimy sami się tego uczyć. Lekcja uchodźcza jeszcze się nie skończyła. Ona się dopiero zaczyna. Pomoc państwowa się kończy, a ludzie w potrzebie pozostają. Kończą się też możliwości społeczeństwa. Każdy gest solidarności, zwłaszcza materialny, będzie coraz większym wyrzeczeniem.

Tak trzymać /się musimy razem/

A przed kobietami chylę czoła, choć sama baba jestem: matkami czekającymi na granicy kilkadziesiąt i więcej godzin z nic nie rozumiejącymi, brudnymi, wrzeszczącymi dziećmi, matkami w schronach, matkami na polsko-białoruskiej granicy w lasach i bagnach. W nadziei na przeżycie i życie. Dla dzieci. Bo jacyś wariaci bawią się w wojnę, marzą o potędze siedząc bezpieczni w luksusach, a do realizacji swoich mrzonek wysyłają poddanych. Ci też mają matki, siostry, żony, dzieci. Historia uczy, że te sny kończą się dla tyranów zawsze źle. Po drodze zostają trupy i zgliszcza. Na koniec, bardzo często, trupy owych tyranów. I znów trzeba mozolnie odbudowywać świat.