solidarność w toalecie

Dzisiaj na dworcu PKS w Ostrowcu starsza pani obsługująca toalety nie wzięła ode mnie pieniędzy za dwie osoby z Ukrainy. “To mój malutki wkład. Dziś jest sobota, dla Matki Bożej. Putin niech umrze, ale przedtem niech się nawróci.” Te cztery złote są błogosławione może bardziej, a w każdym razie tak samo, jak milion podarowany przez kogoś, co ma ich wiele na koncie. Klientów tam jest niewielu, praca niewdzięczna.

Całe życie w dwóch pudełkach

Do jednej z naszych “okrojonych” rodzin z Ukrainy przyszły dwie paczki, a w nich to, co zostało z mieszkania po ostrzale. Dobrzy sąsiedzi pozbierali co znaleźli w gruzach. Okrojone rodziny, bo mężczyźni- synowie, mężowie, ojcowie tam zostali. Babcia, synowa i wnuczek. Babcia płakała. Pudełka oznaczają nieodwracalność sytuacji. Przeszłości już nie ma. Zostaje nam budowanie od nowa. Resztką sił.

Nie ma, że nic się nie stało.

Czujemy bezradność wobec ogromu zła. Owszem. Ale nie dajmy się tej bezradności zagarnąć. Pokój trzeba nam budować. O zaraz. Tu i teraz. Między nami, w jednym domu, mieście, Kościele, państwie, kontynencie. Tylko taka pespektywa sprawi, że cierpienia i śmierć ofiar tej i innych wojen, egoizmów i niesprawiedliwości nie pójdą na marne. Odzyskajmy braterstwo. Przemieńmy Krzyż w Zmartwychwstanie.

Najważniejsze jest trwanie w przyzwoitości.

W najśmielszych snach nie przyszło by mi do głowy kilka lat temu, że pewnego dnia będę siedzieć nocą w pokoju, w którym przez lata mieszkałam z Arturem i walczyć o opad gorączki u ….ukraińskiego dziecka z anginą. Bogu dzięki, że jest ten pokój i wiele innych. Żegnaj spokojna starości. Choć miło by było, gdyby przyczyną pożegnania nie było morze cierpienia. Cóż, trzeba trwać na posterunku do końca. “I wydali owoce przez swoją wytrwałość”. /Jezus Chrystus/. Nie da się szybko, tanio i przyjemnie budować Dobra. Miłość to trwanie do końca w raz dokonanym wyborze.

Nadzieja wbrew nadziei

A w naszych domach Święta na całego. I dostałam dzisiaj piękne wielkanocne babki od naszych gości. Sami piekli w Nagorzycach. Moje ulubione! Zagarnął Artur- cały koszyk, ale mu podkradliśmy. Jednej już nie ma! Póki piecze się wielkanocne babki, póty jest kawałek normalności.

Komfortu nie będzie

Trzeba pamiętać, że jedną rzeczą jest otwarcie drzwi dla uchodźców, a drugą- niesienie razem z nimi ich cierpienia. Jesteśmy wszyscy w nowej sytuacji. Trudno czasem zrozumieć ich potrzeby i mogą być nieporozumienia. Wyrwani nagle ze swojego życia, po ciężkich przejściach, niektórzy wiedzą, że nie mają dokąd wracać, są często w sytuacji zależności i lęku o przyszłość. Zostawili nie tylko dorobek życia, ale rodziny, przyjaciół, znane sobie ścieżki i przyzwyczajenia. Nie znają języka i są wśród obcych, nawet jeśli najbardziej życzliwych. I nie przyjechali bo tak chcieli tylko musieli. I BARDZO WAŻNE: ostrzegać przed oszustami, reagować na nieuczciwość wobec nich. Polacy nie stali się nagle społeczeństwem aniołów i są wśród nas, z pewnością nieliczni, ludzie wykorzystujący sytuację do złych celów.

Krótko i na temat

Tydzień bowiem był szalony wyrabianiem gościom z Ukrainy peseli, kont w banku i wnioskami do ZUS-u w sprawie 500+, organizacją ubrań, laptopów, koordynacją przekazania darów na stronę ukraińską, podtrzymywaniem na duchu naszych załamanych pań, które tęsknią za domem i martwią się o tych, którzy zostali, wyprawą do Krakowa, gdzie na Uniwersytecie Ekonomicznym dzieliłam się myślami o pieniądzach i zwykłym życiem oraz sprawami naszych domów, w tym budową nowego.

Nie nada

Wsiedliśmy z Mikim w samochód, zgarnęliśmy panią A po drodze i w ostrowieckiej galerii ubraliśmy od stóp /dosłownie/ do głów/dosłownie/. I znowu- nic nadzwyczajnego obecnie. Pani A protestowała “nie nada, nie nada” przy kolejnych sztukach odzieży, ale jej jakoś wytłumaczyłam, że “nada” i że na dzień zwycięstwa musi się prezentować oraz, że bandyta Putin nie będzie miał satysfakcji, że zrobił z ukraińskich kobiet nędzarki.

Będziecie stąpać po swych własnych schodach

Przejdą dni ciężkie klęski i rozgromu
I zapomnimy o ranach i szkodach…
Będziemy znowu mieszkać w swoim domu,
Będziemy stąpać po swych własnych schodach/Leopold Staff/

Chusta Weroniki

Od początku wojny przyjęliśmy na krótsze okresy 77 osób w Krakowie, Warszawie, Brwinowie, a dłużej pozostaje z nami kolejne 35 osób. Połowa z nich to dzieci, w większości maluchy. Rekord bije Brwinów, gdzie do piątku gościło 36 osób- matki z dziećmi. Z reguły krótko, co zwiększa wysiłek, bo dla każdej rodziny trzeba od początku szykować łóżka itd