Tylko prawdziwa, ludzka solidarność i poczucie braterstwa- wspólnoty losów mieszkańców Ziemi może nas uratować. Dla wierzących - wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. Tego samego. Dla niewierzących- wszyscy jesteśmy ludźmi. Tego samego gatunku, odczuwającymi zimno, ból, głód, poniżenie tak samo. Dlatego po raz kolejny dziękuję wszystkim pomagającym w różny sposób nieludzko traktowanym uchodźcom. To także w moim imieniu.

Natłok wydarzeń, cierpiący na granicy ludzie, budowy, a tu trzeba po prostu żyć, bo zima za pasem i ludzie, którzy są z nami mają te same potrzeby, co zawsze. Bez względu na to co się dzieje na świecie “nasi” muszą jeść, leczyć się, ubrać no i spać w ciepłych łóżkach. A tych “naszych” czyli ludzi, których Pan Bóg postawił przed drzwiami domów Wspólnoty jest wielu. Jedni znikają po kilku dniach, inni pozostają długo. Często dlatego, że system pomocy nie działa lub działa baaardzo powolutku. Kto by się przejmował, że ciężko chory nie ma ubezpieczenia, że miesiącami czeka na orzeczenie o niepełnosprawności? Na miejsce w DPS czy mieszkanie.


Ostatnio, do kompletu absurdów mamy dwa kwiatki. Mieszkanka Zochcina nie dostawała emerytury przez dwa miesiące. Rozumiecie? Zero grosza. Wreszcie ks. Jacek dodzwonił się do ZUS. Cóż, pani przecież zmarła-usłyszał. Osoby 70+ plus – uwaga. System przewiduje wasz koniec w wieku 72 lat. Dalsze życie na własny koszt i własną odpowiedzialność. Znajomy ks.Jacka odpisał mu na Facebook’u, że podobną historię miał jego ojciec. ZUS kazał tacie osobiście przyjść i udowodnić, że żyje. Muszę uważać, bo mi wcale niedługo do tego wieku.


Inna mieszkanka, osoba niepełnosprawna, przez kilka miesięcy nie dostawała zasiłku stałego. Jedynego dochodu w wysokości 645 zł. Tak. Za taką sumę musi przeżyć miesiąc osoba niepełnosprawna nie mająca prawa do renty zusowskiej. Okazało się, że jej pomoc społeczna straciła pewność, że pani nadal u nas mieszka. Wystarczyło zadzwonić, ale po co? Lepiej stracić pewność i przyoszczędzić.


Pytania mam dwa.

Jak n.p starsza, schorowana osoba mieszkająca samotnie na głębokiej wsi mogła by zawalczyć o swoje prawo? I za co miała by przeżyć do czasu przywrócenia jej, nie, nie milionowych, a głodowych świadczeń należnych jak przysłowiowa “psu buda”? Bo obie panie przeżyły dlatego, że mieszkają u nas i jest ktoś, kto się za nimi wstawi.


Nikt za takie potraktowanie człowieka nie ponosi odpowiedzialności. Podobnie jak za “uzdrawianie” ludzi ciężko chorych czy niepełnosprawnych przez komisje orzekające o niepełnosprawności. To już nie są pojedyncze przypadki, pomyłki, niedopatrzenia. To lawina. Zawsze jak idzie kryzys, dostaje się najsłabszym.


Jeśli tak traktujemy siebie nawzajem, to czy dziwi to, co się dzieje na polsko-białoruskiej granicy? Mnie nie dziwi. Choć oczywiście dziwi, bo okrucieństwo, bezduszność, obojętność na cierpienie bliźniego- w każdym wydaniu- musi pozostać czymś nienormalnym. Inaczej zginiemy. Każdy z nas i wszyscy razem.


Tylko prawdziwa, ludzka solidarność i poczucie braterstwa- wspólnoty losów mieszkańców Ziemi może nas uratować. Dla wierzących – wszyscy jesteśmy dziećmi Boga. Tego samego. Miłosiernego. Dla niewierzących- wszyscy jesteśmy ludźmi. Tego samego gatunku, odczuwającymi zimno, ból, głód, poniżenie tak samo. Dlatego po raz kolejny dziękuję wszystkim pomagającym w różny sposób nieludzko traktowanym uchodźcom. To także w moim imieniu.


Dlatego cieszy wiele rzeczy: rosnąca budowa w Warszawie, fakt, że wszyscy mieszkańcy krakowskiego domu pracują, co jest wstępem do usamodzielnienia, dzieciaki w trudnej sytuacji mają zastrzyk pomocy w postaci stypendiów, zajęcia świetlicowe idą, choć w zmienionych miejscach, generalnie – jak dzwoni ktoś, że spotkał człowieka bezdomnego, możemy odpowiedzieć- dobra, znajdziemy miejsce. Że, choć w samych Jankowicach, od czasu otwarcia pięknego domu, zmarło z dziesięć osób, to do końca byli otoczeni opieką i zmarli w łóżkach, a nie na ulicy. Bo w życiu z ubogimi sukcesy liczy się inną miarą. Że możemy wesprzeć głodnych, kupić węgiel. A przecież to wszystko dzięki tym, którzy czują podobnie i nie zgadzają się na cierpienie czy nędzę braci. Jest nas miliony.


I na koniec – nasza młodziutka mieszkanka, która w stanie krytycznym trafiła po wypadku do szpitala i lekarze nie dawali szans- wyszła na własnych nogach! To jest cud, prawdziwie wymodlony. Nikt w to po ludzku nie wierzył. Jako, żem ciotka dla młodych, pobiegłam kupić komórkę i internet, bo do szkoły na razie nie może wrócić, ale kontakt ze światem dzieciak mieć musi. I z radością jak nigdy przewaliłam na to kasę. Teraz rehabilitacja i matura. Damy radę. Szkoła, do której dziewczyna chodzi zrobiła zbiórkę na jej potrzeby. Piękny gest. Mama przeznacza to na rehabilitację.

I dla takich chwil warto żyć. Ogólnie warto żyć. Nawet wbrew ZUS-owi. A niech nam płaci nawet do setki i dłużej.

Nad-obowiązkowo

Nigdy nie trać wiary w ludzkość. Ludzkość jest jak ocean; jeśli do oceanu wpadnie kilka brudnych kropel, ocean przez to nie staje się brudny.

Bądź zmianą, jaką chciałbyś zaprowadzić w świecie.

Żyj tak, jakbyś miał umrzeć jutro. Ucz się jakbyś miał żyć wiecznie.

Oko za oko- może doprowadzić tylko do tego, że cały świat będzie niewidomy.

Trwałe dobro nigdy nie pochodzi z kłamstwa i przemocy.

Nie mogę sobie wyobrazić większej straty niż utrata szacunku do siebie.

Czy jest jakaś różnica dla pomordowanych, sierot i bezdomnych gdy szalona destrukcja bywa ukrywana pod nazwą totalitaryzmu czy świętym imieniem wolności i demokracji.

Człowiek nie może być fałszywy, okrutny i nie znający umiaru, a jednocześnie twierdzący, że ma Boga po swojej stronie.