Republika biedaków zaczyna pękać w szwach. Oprócz oczywistych potrzeb starszych, schorowanych lub też młodszych, równie potrzebujących ludzi bezdomnych urodzonych przez polskie matki w kraju nad Wisłą, kraj ów po przyjęciu setek tysięcy ofiar wojny w Ukrainie doszedł do wniosku, że się zmęczył, że stary, schorowany pan Sasza czy pani Lena co uniknęli śmierci z rąk Putina mogą sobie spokojnie umierać bez leków, wsparcia, na ulicy pięknej Polski. Jak wiadomo bliźnim jest dla nas tylko obywatel Polski i to pod warunkiem, że pochodzenie słowiańskie ma od pokoleń i skórę białą, a włosy blond.


Przyjęliśmy troje starszych ludzi z zamykanego ośrodka dla uchodźców z Ukrainy, telefonów mnóstwo i próśb, więc kombinujemy, przerzucamy, będziemy zamieniać pomieszczenia przetwórni na mieszkanie, dostawiać prowizorkę itd.

W kolejce matki z niepełnosprawnymi dziećmi. No i ci wszyscy, którzy już z nami są.


I pytam uprzejmie i z pokorą panią Minister Zdrowia, a może nawet pana Prezydenta i pana Premiera jak zdobyć leki dla pana Saszy chorego na schizofrenię i inne, dla innych chorych, skoro nie są ubezpieczeni? To co mamy starczy do poniedziałku.


Wyszłam na chwilę na spacer z arturową bandą psów. Piękne lato, piękny Zochcin, chłopaki polskie i ukaińskie siedzą przed domem i palą, rozkoszując się wieczornym chłodem, inni spacerują. Dzieciaki się bawią. Pokój i harmonia. Pan Sasza podszedł i tłumaczy mi jak mu tu jest dobrze. Nie wie, biedny, że w poniedziałek już mu dobrze nie będzie, bo zabraknie nam leków dla niego.


I tak sobie myślę: jakim cudem do takich sytuacji doszliśmy, my, Polacy? My -chrześcijanie? I czy nie jesteśmy na najlepszej drodze to tego, że Ukraińców i osoby niepolskonormatywne będziemy musieli ukrywać przed prześladowcami jak to już w historii było? Za jaką cenę? Wiemy jaka była w czasie II wojny. A potem – kto będzie niepolskonormatywny? Ty, ja czy któreś z naszych dzieci? Stary, chory, niepełnosprawny, nieproduktywny, gej? Niemożliwe? Niestety – możliwe.


Nie bójmy się być przyzwoitymi ludźmi. Róbmy co możemy, żeby złu zamknąć gębę dobrem. Miłość kosztuje wysiłek, rezygnację z tego, co miłością nie jest, zrobienie miejsca dla drugiego w sercu, domu, kraju, w świecie. Wymaga wyjścia z ciepłych kapci i wyruszenia w drogę. Nigdy nie zawodzi, ale często boli. Prowadzi ścieżkami, których się nie spodziewamy. Do spotkań niezwykłych z pięknymi ludźmi.


Kiedy byłam młoda /młodość to jedyna wada, która przechodzi z wiekiem/ do głowy mi nie przychodziło, że będę wychowywać pięcioro przybranych dzieci i że mistrzami mojego życia będą ludzie bezdomni, a mistrzem nad mistrzami- Artur- niepełnosprawny do potęgi, wspaniały Artur. Właśnie żąda stanowczo żebym zwróciła na niego uwagę i podziwiała książki w liczbie sześciu- trzy razy po dwie takie same- które dzisiaj zakupił sobie w markecie. Tym razem ze zdjęciami piłkarzy.

A to moi mistrzowie

Nad-obowiązkowo

 A Król im odpowie: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili”. Wtedy odezwie się i do tych po lewej stronie: „Idźcie precz ode Mnie, przeklęci, w ogień wieczny, przygotowany diabłu i jego aniołom! Bo byłem głodny, a nie daliście Mi jeść; byłem spragniony, a nie daliście Mi pić;  byłem przybyszem, a nie przyjęliście Mnie; byłem nagi, a nie przyodzialiście Mnie; byłem chory i w więzieniu, a nie odwiedziliście Mnie.”  Wówczas zapytają i ci: „Panie, kiedy widzieliśmy Cię głodnym albo spragnionym, albo przybyszem, albo nagim, kiedy chorym albo w więzieniu, a nie usłużyliśmy Tobie?”  Wtedy odpowie im: „Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, czego nie uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, tegoście i Mnie nie uczynili”. Mt 25,40-45

zostaw komentarz