Po wielu miesiącach udało się! Chora psychicznie matka z synem. Uchodźcy z Mariupola. Tam przeżyli koszmar. Kobieta próbowała pracować, ale choroba sprawia, że każdy pracodawca ją wyrzuca. Rok temu prawie, zbrałam ich z podwarszawskiego kempingu. Chłopiec wreszcie zaczął chodzić do szkoły. Rozpoczęla się batalia o zabezpieczenie dziecka. Wygrana przyszła w tym tygodniu. Nasz dzielny Sasza jest we wspaniałej rodzinie zastępczej, małżeństwa Ukraińców, którzy zastępują rodziców dzieciom uchodźców. A mama pojechała, jak zwykle, w Polskę poszukując szczęścia. To tragiczna sytuacja osób chorych na schizofrenię, którzy nie akceptują leczenia. Nie zależy od wieku czy pochodzenia. Ta paskudna choroba dotknąć może każdego w każdej rodzinie.
Serdecznie dziękuję każdemu, kto wsparł tę wielomiesięczną akcję- niejako z urzędu, ale z sercem, jak i poprzez poszukiwanie rozwiązania zupełnie nie z obowiązku. A ja już bardziej osiweć nie mogę, więc pozostaję jak jestem, ale wreszcie oddycham spokojnie. Dziecko ma dom. A w Polsce na dom czeka jeszcze wiele dzieci. W ogromnej większości polskich.
Pod nasze dachy trafiają ludzie „których nikt nie chce”. Niewidzialni w systemie. Ten zaś zwiera szeregi, zacieśnia granice i wypluwa kolejne rzesze naszych bliźnich. Tym razem starych, chorych i niepełnosprawnych uchodźców. Oby nasze ręce ich przygarnęły. Ręce ludzi przyzwoitych, ręce miłosiernych Samarytan. A ten Samarytanin, jak wiecie, należał do grupy pogardzanej przez pobożnych Izraelitów. I jakoś Jezus nie mówi, że najpierw sprawdził pochodzenie rannego człowieka czy jego przeszłość. Czy nie daj Boże Żydem był czy też Rzymianinem albo, o zgrozo! Arabem.
Jest Ktoś, kto chce każdego człowieka na tej ziemi. To nas nakręca, żeby Mu nikogo nie zgubić z tych, których przysyła.


Musimy znów rozszerzać poły naszych namiotów, bo system pracuje pełna parą i wyrzuconych przybywa. Coś dostawimy tu i tam, oczywiście licząc na Opatrzność, a ta …..choć przychodzi zwykle z piętnastominutowym opóżnieniem, ale zawsze przychodzi. Ma twarz człowieka.
Walka ze złem, pogardą, biedą, wszystkimi „-izmami” i fobiami, patriotyzm wreszcie, nie polegają na kopaniu się po łydkach, obrzucaniu obelgami, lecz na spokojnym „nie” i spokojnym „tak”.
„Nie” – nie bądźmy obojętni, nie odwracajmy wzroku. Nie milczmy, kiedy trzeba powiedzieć lub zrobić prawdę.
„Tak”- czyńmy dobro. Przygarniajmy siebie nawzajem. Wspierajmy najsłabszych i ofiary wszelkiej przemocy. Tu i teraz – w naszej rodzinie, u sąsiadów, w pracy, w kraju. Nie pytając o to, czy są Żydami czy Samarytaninami. Mówmy i róbmy prawdę. Prawdę miłości i miłosierdzia. Innej nie ma.
No to idę nakarmić Artura. A dziś dostałam sms od naszej p.Kasi – szefowej funduszu stypendialnego. Schorowana kobieta nie miała na czynsz i leki. Już ma. I pani owa zadzwoniła ze łzami, że pierwszy raz w życiu coś dostała oprócz jałmużny w postaci zasiłku w wys. 1229 zł. Czyjeś łzy otarte i zamienione na łzy radości.
Nad-obowiązkowo
Był taki papież, Polakiem był, ale papieżem na Kościół cały. I tak pisał:
Człowiek, choć powołany do radości, w swoim codziennym życiu doświadcza cierpienia i bólu w najrozmaitszych formach. Do mężczyzn i kobiet dotkniętych rozmaitego rodzaju cierpieniem i bólem Ojcowie synodalni skierowali w swoim Orędziu następujące słowa: „Wy wszyscy, opuszczeni i zepchnięci na margines naszego konsumpcyjnego społeczeństwa, chorzy, ułomni, ubodzy, głodni, emigranci, uchodźcy i więźniowie, bezrobotni, starcy, dzieci opuszczone i osoby samotne, wy ofiary wojny i wszelkiego rodzaju przemocy rodzącej się w naszym zezwalającym na wszystko społeczeństwie. Kościół uczestniczy w waszym cierpieniu prowadzącym do Pana, który włącza was w swoją odkupieńczą Mękę i pozwala Wam żyć w świetle swojego Zmartwychwstania. Liczymy na wasze świadectwa, aby uczyć świat, czym jest miłość. Zrobimy wszystko, co jest w naszej mocy, abyście znaleźli należne Wam miejsce w Kościele i społeczeństwie”[198]./ChL 53/
No to róbmy. Samo się nie zrobi.

Historia matki chorej na schizofrenię oraz jej syna poruszyła we mnie wrażliwą nutę. Ja mieszkam z córką, która nie jest zdiagnozowana ponieważ zaprzecza chorobie, a u której widzę zachowania ze spektrum zaburzenia osobowości z pogranicza (ang. borderline personality disorder) czy może schizofrenii. Córka urodziła dwóch synów za granicą. Jeden mieszka z ojcem, o drugim nic nie wiem, ponieważ opieka społeczna umieściła go prawdopodobnie u rodziny zastępczej. To już 4 lata jak nie widziałam drugiego wnuka i nie wiem, co się z nim dzieje, jak wygląda. Tęsknię za nimi każdego dnia, a niewypowiedziane wewnętrzne cierpienie towarzyszy mi przez cały czas. Córka w ogóle nie interesuje się losem swoim synów. A ja czuję się bezsilna jeśli chodzi o jej leczenie, ponieważ nasz system prawny nie pozwala zmusić kogoś do leczenia, jeżeli nie wydarzy się nic co zagraża życiu osoby chorej lub jej towarzyszącej. A choroba postępuje z każdym dniem, widzę, jak córka coraz bardziej odizolowuje się od świata.