Kilka dni urlopu czyli Arturem zajęli się Marcysia i Tomasz, a ja z Tamarą w najlepszym hotelu w stolicy, czyli naszym warszawskim domu dla chorych.

Nie, nie potrzebujemy, na razie, opieki. Tam jest małe mieszkanko gościnne. Jak zapowiemy, żeby nikt się do nas nie odzywał, to cisza i spokój czyli luzik. Te wczasy to był prezent pod choinkę od naszych dzieci. Wspierała Wiola. Ukochana ciocia Artura. Jak Wiola ma wolny dzień, to mam przechlapane. Synek robi awanturkę: „Nie ma cioci”, a potem zalega w łóżku przechodząc w stan oczekiwania. Każdy mój wyjazd to konieczność zastępstwa w opiece nad nim i jego sforą psów w liczbie sztuk cztery. Piąty, staruszek Feluś, odszedł niedawno, a był z nami wiele lat. No i w Zochcinie być trzeba i wesprzeć dom cały. A ludzie tu starsi i schorowani.

Artur i Leon- śniadanko podaje ciocia Wiola

Artur liczył paluszki. Zawsze ma powiedziane na ile paluszków wyjeżdżam. Tym razem było pięć. Długo! Na widok naszego samochodu z wrażenia pękł i dostał ataku padaczki.

Gości mamy-przyjechały z Ukrainy Ola z synem Dawidem i mamą i Ira z Daszką. Tam są teraz ferie. Odetchnąć trochę od wojennej atmosfery. Obie były u nas od początku wojny. Wróciły do kraju bo Iry mąż zginął na froncie, a Oli starszy syn był dwukrotnie ranny. Tutaj złapią oddech. Tutaj mają w nas swoją rodzinę.

Dawid z Leonem

Zima, więc temat ludzi bezdomnych na tapecie. Przyjmujemy jak możemy. Zawsze znajdzie się miejsce. Bywa tak, że ktoś dopiero jak zimno, odmrożenia i choroba-decyduje się na skorzystanie z pomocy. To wiąże się z koniecznością zmiany życia, a to nikomu nie przychodzi łatwo. Uwierzyć, że inaczej może być lepiej. Uwierzyć, że jeszcze jest szansa. Uwierzyć, że dam radę.

Kiedy patrzę na naszych mieszkańców: na wózkach, z chodzikami, człapiących- to jestem z nich dumna. Nie, to nie są anioły. Często roszczeniowi, wulgarni, nie zawsze uczciwi, rzadko wdzięczni. Mają problemy różna, w tym psychiczne. A jednak- po swojemu walczą. Razem z nami. Samemu tej walki o życie się nie wygra. Sami tej walki o ich życie nie wygramy.

p.Bartek- ratownik medyczny, jeden z silnej ekipy medycznej, w akcji.

Dlatego raz jeszcze dziękuję każdemu, kto jest z nami. Na co dzień i czasami-dając swój czas, pieniądze, dary- jak Trzej Królowie. Wrócili do swoich zajęć. Ale na wygnaniu Św. Rodzinie kasa się przydała, a mirra i kadzidło – to pokora i miłosierdzie. Bardzo potrzebne. Kiedy jest się w kłopotach to miłosierdzie i pokora bliźnich może nas uratować. A przez nią każdy kto czyni z pokorą miłosierdzie może uratować siebie.

A tu Wigilia w naszym domu dla uchodźców z Ukrainy. Św. Mikołaj uwzględnił marzenia napisane w listach do niego. Dziękujemy.

Życie codzienne to lekarze, szpitale, urzędy, walka z papierami, kontrolami, żebranie o żywność i rozwożenie jej do naszych domów i tych, co zdomni, ale nie mają co jeść, nieustanne naprawy tego co ma się prawo zepsuć i tego, co zepsują mieszkańcy. Gotowanie, pranie i sprzątanie. Walka o Krzyż? On jest wśród nas, w nas, ale miłość sprawia Zmartwychwstanie.

zostaw komentarz