Jechałam po zakupy. Chwila czasu na rozmyślania. A myślałam o niewidzialności i widzialności. O moim Arturze, autystyku, naszych mieszkańcach, co najwyżej numerkach w systemie, a często i to nie. O wrzasku medialnym i realnym wokół prawdziwych -niestety, lub wymyślonych – tym bardziej “niestety” osób i wydarzeń.

Niewidzialni, ale realni. Cisi, bo albo mówić nie potrafią, albo nie chcą, albo nie mają do kogo albo też nie wierzą, że mają coś do powiedzenia. Gdybyśmy jednak wyrwali się na chwilę, żeby ich posłuchać, żeby się im przyjrzeć….Jak wiele spraw nabrałoby zupełnie innego znaczenia dla nas samych.

Dostrzec piękno niewidzialnego. Tego, z którym nie liczy się nikt, bo chory, stary, niepełnosprawny. Tylko kłopot z nim i kosztuje. Tak, nie ukrywajmy. Kosztuje i dlatego, choć jeszcze głupio jakoś o tym mówić głośno, to zmierzamy do hm….nazwijmy to ładnie- ograniczenia kosztów. Zarówno materialnych jak i trudu wspierania słabszych, niesienia ich we własnym życiu. Unikamy cierpienia i wysiłku, pracy nad miłością i nad sobą. Ma być łatwo i przyjemnie, najlepiej za friko. Cóż, tak się nie da. To “łatwo i przyjemnie, bez wysiłku” kończy się zwykle “trudno, nieprzyjemnie i z wysiłkiem”.

Czy słyszałam kiedyś homilię na rzeczony temat? Tak po prostu- że oni są najważniejsi i absolutnie “widzialni” przez Boga. Dani nam jako nauczyciele i bracia i siostry. To nie my “robimy im łaskę”, że im pomagamy, ale oni robią nam łaskę pozwalając, żebyśmy ich kochali i im towarzyszyli, przez co sami stajemy się i lepsi i mądrzejsi.

Często są wzorem ubóstwa- absolutnie zależni od innych, cierpliwości -w znoszeniu trudności i siły charakteru- kiedy muszą pokonywać trudności o wiele większe niż modna dziś tzw. ekstremalna Droga Krzyżowa.

“Błogosławieni cisi, albowiem oni na własność posiądą ziemię” /Jezus Chrystus/

To może dołączyć do tych posiadaczy ziemskich? Być razem z nimi. W razie co wepchniemy się do św.Piotra w ich tłumie. A póki co to tu i teraz polecam szkołę życia i tego, co w nim ważne. Sama do niej chodzę od kilkudziesięciu lat i raczej jeszcze nie opuściłam nauczania początkowego. Spotkania z “niewidzialnymi”. Spotkania z Chrystusem.

No to idę na spotkanie, bo Artur woła. Właśnie mi zarąbał książkę, którą czytałam. Na okładce jest pies i to wystarczy, żeby uznał, że jego. Czytać oczywiście nie umie.

nad-obowiązkowo

A to list od mieszkanki, która się od nas wyprowadziła. Pani z dalekiego kraju, schorowana, była parę miesięcy i poszła do DPS. Tłumaczyła przez Googla, bo nie mówi po polsku.