Polska, w której pracowitość i zdolności są szanowane, krzywdy się przebacza, a skrzywdzonemu naprawia. W której posuwamy się na ławce, żeby zrobić miejsce przybyszowi i odziewamy nagiego i karmimy głodnego, nie pytając wprzód o rasę czy wyznanie lub jego brak. Bo to człowiek, Chrystus cierpiący. Polska, w której pogarda jest wstydem, a nienawiść i agresja wysłana na Marsa, bo Księżyc za blisko. Władza jest służbą, a rządzeni władzę wspierają w decyzjach i z szacunkiem krytykują, kiedy błąd popełni. No i władza słucha. czyt.dalej...

Nic nowego, bo stare nadal aktualne. Dlatego przepisuję, com już pisała. Dziękuję wszystkim Polakom, którzy podzielają moje marzenia słowem i czynem. A tym, którzy nie podzielają życzę także radości z dobra, pokoju, miłości. Jak to będą mieli, to moje marzenia się spełnią. A wyrazem patriotyzmu powinno być ….noszenie maseczek, dystans, szczepienie. Z myślą o innych /i o sobie/.

Wypisy z dawnych lat
2019

Mam uraz do czerwonych goździków. Zostało z czasów minionych, kiedy to jednym z nielicznych kwiatów na rynku był właśnie goździk i nim obdarzano zasłużonych dla systemu, kobiety w ich dniu, nauczycieli itp. Biedny kwiatek nic nie winien, stał się narzędziem propagandy, ale stereotyp w mojej głowie pozostał. Niegroźny, więc z nim nie walczę.

Zaczynam mieć podobny uraz do słowa “patriotyzm”. I tu muszę się pilnować. Żeby nie dać sobie odebrać tego wielkiego słowa. Bo to coś duuuużo więcej niż goździk. Takich słów jest zresztą więcej. Przyzwoitość, szacunek, dobro wspólne, ojczyzna, wolność……

Bezludzkość systemów i ludzie – maszyny tam, gdzie powinna być troska o starych, chorych, niepełnosprawnych. Dodam: zmarzniętych, głodnych, poniżanych, migrantów. Tych, którzy wymagają naszego wsparcia. Obwarowani przepisami straciliśmy solidarność i poczucie misji. Każdy bowiem ma swoją misję. Lekarz i szpital, praczka, kucharka i minister. To znaczy Polska dla Polaków. Wszystkich, a nie tylko pięknych, silnych i zdrowych. Ale to po pierwsze kosztuje. Żywą gotówkę. Po drugie wymaga posunięcia się w życiu tak, żeby zostawić miejsce na ławce. Gotówka by się znalazła, bo nawet w najbiedniejszej, ale kochającej się rodzinie, a może zwłaszcza tam, troską otacza się najpierw dzieci, chorych i słabych. Najsilniejszy je na końcu. Żeby się posunąć, trzeba najpierw dostrzec człowieka, brata, bliźniego, a następnie ruszyć tyłek z wygrzanego miejsca. Żeby ten drugi mógł spocząć. To czasem boli. Wymaga wysiłku. Przed tym wysiłkiem mają nas chronić coraz liczniejsze systemy i procedury. Zwolnić nas z miłosierdzia, myślenia i pozbawić sumienia. Ja takiej Polski nie kupuję.

Oczywiście Polska dla Polaków i każdego człowieka, który chce tu zamieszkać i z nami żyć. Który szuka bezpiecznego kąta czy pracy. Polska gościnna, jaka była przez wieki. Polska gotowa bronić wolności naszej czy waszej. Każdego człowieka. Ten skrawek ziemi nie został nam dany jako własność. Dostaliśmy w dzierżawę i jako zadanie. I zdamy z tego rachunek. Nic nie pomogą huczne imprezy, marsze i wymachiwanie flagami, jeśli nie idzie za tym mrówcza praca. Nad Polską we mnie. A jako żem katoliczka- nad Polską według Chrystusa we mnie.

A my: mam wrażenie, że płyniemy na lekko dziurawej łajbie, po wzburzonym morzu, a setki ludzi dobrej woli stara się zatykać dziury. A to własnymi rękoma-grabiąc liście, pomagając w remontach, sypiąc jakimś groszem, darami, a to po prostu dobrym słowem, które ma wielkie znaczenie w zalewie słów złych. Sternik jakoś wyciąga tę łódź spośród fal.. I to jest taki mały kawałek Ojczyzny. Jest takich kawałków tysiące w Polsce. Miliony ludzi z dłońmi otwartymi, z różańcem lub bez, za to zdecydowanie bez rac i wrzasków. Ucieszmy się z tego po prostu, wypijmy /soczek/ za zdrowie Ojczyzny i zabierzmy się za robotę.

Zapewnić godne miejsce ludziom niepełnosprawnym-dzieciom w rodzinach, w szkołach, na zajęciach, dorosłym w całej tkance społecznej. Wspierać na każdym kroku ich rodziców. Zwyczajnie, rodzinnie, po sąsiedzku, gminnemu, szkolnemu itd.

Otoczyć serdeczną i skuteczną opieką starych i umierających.

Przyjąć pod dach tych, którzy mają gorzej-uchodźców. Niech zobaczą w nas ludzi dobrych i dobre oblicze Polski.

Marzy mi się Polska fundamentalnie katolicka. Zgłupiałam? Może…2015

Gość w dom, Bóg w dom.

Polska, w której każdy człowiek będzie traktowany z szacunkiem przez innych “każdych człowieków”. Bo tego uczy katechizm. Polska, w której wspólne dobro jest dzielone uczciwie. W której dzieci, starzy, chorzy i niepełnosprawni mają pierwszeństwo. Polska, w której oszustwo jest grzechem i wytykane palcami, a cwaniactwo jest be. Polska, w której okrzyk “chcemy więcej” ma nową treść: “Chcemy dać z siebie więcej”.

Polska, w której obcy nie jest obcy, a wszyscy się do siebie uśmiechają /nawet kierowcy/, bo nikt się nikogo nie boi.

W której pracowitość i zdolności są szanowane, krzywdy się przebacza, a skrzywdzonemu naprawia. W której posuwamy się na ławce, żeby zrobić miejsce przybyszowi i odziewamy nagiego i karmimy głodnego, nie pytając wprzód o rasę czy wyznanie lub jego brak. Bo to człowiek, Chrystus cierpiący. Polska, w której pogarda jest wstydem, a nienawiść i agresja wysłana na Marsa, bo Księżyc za blisko. Władza jest służbą, a rządzeni władzę wspierają w decyzjach i z szacunkiem krytykują, kiedy błąd popełni. No i władza słucha.

Tak uczy Kościół Katolicki, czyli powszechny. Ot, mój prywatny fundamentalizm. Katolicki. A w wersji dla niewierzących- Polska ludzi przyzwoitych.

Polski się nie ma gotowiutkiej, z fabryki. Polskę trzeba budować stale. Tutaj. Make in Poland

Ks.Jan Zieja

Ducha strzec w sobie, nie dawać się niczemu, ducha strzec, polepszać, doskonalić, a z ducha wszystko przyjdzie! Ta wielka wspólnota (ludów) ma być strzeżona przez wielkie charaktery, to większa siła niż wojska! Jaki mój charakter? Czem ja jestem w duszy swojej? Czy na mnie może się coś oprzeć, dobro rodziny, dobro fabryki, czy mnie można zaufać? Tego wielkiego dobra – Polski strzegą wielkie charaktery.