O Maćku, piekle na granicy i miłosierdziu w Sopocie

Zmarł nasz przyjaciel-Maciek. Wieloletni mieszkaniec domu na Łopuszańskiej. Postać nietuzinkowa, wspaniały odważny człowiek. Nie miał jednej ręki, stracił w wypadku lotniczym wiele lat temu, więc ksywkę miał “jednoręki bandyta”. Żona mu zmarła, jeden z synów był chory na schizofrenię, drugi miał poplątany życiorys. Maciek, póki mógł, pracował starając się wspierać chorego syna. Wreszcie wręcz mu tego zabroniłam, bo schorowany był na serce i ledwo zipał po nocnych dyżurach jako ochroniarz. W domu zawsze wesoły, zawsze dyspozycyjny, roznosił nasze ulotki, załatwiał mieszkańcom wiele spraw. Nigdy nie narzekał. Chory syn sprawiał ogromne problemy. W końcu popełnił samobójstwo w depresji. To Maćka nie złamało, mimo, że bardzo cierpiał. Poznał wspaniałą kobietę. Zamieszkali razem. Po kolei amputowano mu nogi. Nadal się trzymał nie tracąc humoru. Byliśmy w kontakcie, wspieraliśmy, bo rencina była niziutka, a potrzeby medyczne ogromne. Maćku, zostajesz z nami i dziękuję ci za twoje piękne życie. Za odwagę. Miałeś pod górkę, teraz już z górki. Jesteście z Pawłem razem.

Piekło na granicy trwa. Nie mogę pojąć, nie tylko ja, jak można spokojnie patrzeć i rączki zacierać- na cierpienie, któremu nietrudno zaradzić, a przynajmniej mu ulżyć. I nie mówię tu oczywiście o poświęceniu i mobilizacji ludzi działających w koszmarnych warunkach i mimo przeszkód pomagających tam bezpośrednio, o tych, którzy “na tyłach” organizują zbiórki i wspierają w różny sposób. Mówię o tych, od których wymagać się powinno podstawowych zasad etycznych- o politykach i ……hm…..moich braciach w wierze. Oczywiście nie wszystkich, na szczęście. Czy w każdej parafii na niedzielnym kazaniu jest krótki, ewangeliczny przekaz co w takiej sytuacji każdy z nas powinien zrobić? A przynajmniej jak współ-czuć z ofiarami? Ludzie są pogubieni, utopieni w sprzecznych przekazach, ale kierunek wierzącym wyznaczać powinni pasterze, a ci mają do dyspozycji Ewangelię, naukę Kościoła, w tym ostatnich papieży, wypowiedzi niektórych biskupów. Że może się to nie wszystkim podobać? Chrystus też się nie wszystkim podobał i nawet ostrzegał swoich uczniów, że oni też będą niemile widziani. Sam zginął, po ludzku patrząc, z powodów politycznych. Wielu męczenników podobnie.

Owszem, wreszcie będzie zbiórka na pomoc migrantom. Tylko dlaczego machina katolickiego miłosierdzia działa z takim opóźnieniem? Znów straciliśmy okazję? Na ewangelizację. Sprawdzian oblany? Przynajmniej w dużej części. A takich sprawdzianów będziemy mieli w życiu osobistym i społecznym wiele. Czasy są burzliwe i trzeba się mocno trzymać Chrystusa, /w wersji dla niewierzących -przyzwoitości/ żeby nie wpaść w czarną dziurę. Czasy zawsze są burzliwe, nie żyjemy w raju.

Co my możemy zrobić jako Wspólnota? Możemy przyjąć kilka osób pod nasze dachy. Zresztą od lat są u nas ludzie innych ras, nacji, religii. Nie mamy “mocy przerobowych”, żeby jechać na granicę. Mamy pełne domy i musimy trwać przy tych, którzy z nami są, wymagają wsparcie i opieki. Sercem jesteśmy z Wami, którzy tam jesteście.

Na koniec, a może to powinno być na początek. W Sopocie, akcja wspierana przez Polskie Radio:

Ta skandaliczna ulotka z wezwaniem do nie-dzielenia się z człowiekiem w potrzebie pokazuje zupełny brak zrozumienia sytuacji człowieka bezdomnego, generalnie ubogiego. Lecz nie tylko. Pokazuje pogardę i wprowadza w błąd. Przekaz jest jasny: nie wspieraj bliźniego, my się tym zajmiemy, masz to z głowy. My jesteśmy wspaniały system. Jak mu dasz jeść, to do nas nie przyjdzie. /Kochani, i tak nie przyjdzie. To wy musicie do niego pójść/ A jak nie chce skorzystać z naszej pomocy, to znaczy sam sobie winien i należy go ukarać głodem. Niech spada. Najlepiej do innego miasta. Nie będzie nam tu biedak rządził, ma spać tam, gdzie mu damy kąt-w ogrzewalni /otwarta od kiedy jest -5 st C/, noclegowni- w dzień nieczynna, warunki różne, a do schroniska dostanie się jeśli ma stały meldunek w Trójmieście. Reszta won. Jadłodajnie Caritas: ci, co mają skierowanie z OPS dostają lepsze obiady, reszta załapać się może na zupę. Może się mylę? Oby. Wtedy przeproszę. Oczywiście dobrze, że to wszystko jest. Tylko żaden system nie zaspokoi wszelkich potrzeb człowieka i stąd miejsce na miłosierdzie.

Czy wam to nie przypomina haseł: “Jak zaczniemy pomagać migrantom na granicy, to będzie ich jeszcze więcej” ? Ten sam sposób myślenia, pokrętny, bo zwalniający z osobistej odpowiedzialności za bliźniego, którego Pan Bóg postawił na mojej drodze.

Człowiek bezdomny potrzebuje czasem wielu miesięcy lub nawet lat, żeby się podnieść. Cóż, były już w Polsce i na świecie kary więzienia za włóczęgostwo. Niech Sopot przygotuje stosowne przepisy. Mam nadzieję, że owa odezwa nie jest czytana w sopockich kościołach. A nasza Zupa na Monciaku działa, mimo pandemii, rozwożąc jedzenie. Już za komuny monopol na pomaganie miało państwo. Czyli tysiące ludzi pozostawało bez pomocy, a bezdomność oficjalnie nie istniała. Biedy oficjalnie też nie było. Raj miał być i tyle.