O pięknych ludziach, stratach materialnych i sumieniu.

Kolejna grupa naszych ukończyła kurs organizacji pomocy społecznej. Nazywam to żartobliwie kursem “dezorganizacji” pomocy społecznej. W czym rzecz? Ano w tym, że nie możesz prowadzić placówki dla ludzi bezdomnych, jeśli nie masz takiego kursu. Nawet jak prowadzisz schronisko 20 lat i masz w małym palcu wszystkie blaski i cienie systemu, z którym walczysz na co dzień, a tylko czasami współpracujesz. Nawet, jak masz licencjat z polityki społecznej. Państwo pozwoli ci pomagać swoim obywatelom, których generalnie ma hm…..jeśli zapłacisz za kursik i stracisz wiele weekendów na dojazd do miasta odległego o kilkadziesiąt lub więcej kilometrów. W ciągu dwóch lat z pieniędzy dobrych ludzi wydaliśmy na tę imprezę prawie 30 000 zł. Tyle kosztowała przepustka dla 10 osób do pomagania Przepraszam wszystkich ofiarodawców, ale bez tego papierka nie możemy prowadzić naszych domów. Jasne, że wolałabym wydać te tysiące na konkretną pomoc i bezpośrednie utrzymanie, ale nie było wyjścia. To skutek nowelizacji ustawy o pomocy społecznej, której to przygotowanie, mówiąc krótko kosztowało ok.20 mln zł. Zresztą za poprzedniej ekipy rządzącej, żeby nie było. Koszt wybudowania naszego, luksusowego, schroniska dla chorych w Jankowicach to 9 ml. Można by dwa takie postawić.


Starsza pani z zaburzeniami oddychania przysłana przez szpital. Miała mieć w pakiecie koncentrator tlenu. Nie dostała. Karetka wróciła do szpitala z pacjentką. Renia, i słusznie, nie przyjęła. Mamy trzy aparaty i wszystkie zajęte. Ludzie bezdomni i chorzy to nie tylko nasza sprawa. Nie zapchamy wszystkich dziur w systemach. Nie jesteśmy “Panami Bogami”. Mamy tam już pięć osób na nebulizacji i jedną na ssaku. Krótko- razem 9 osób podłączonych do aparatur. A to nie jest szpital specjalistyczny tylko schronisko dla ludzi bezdomnych. Zapytacie dlaczego ci ludzie tam są? Ano dlatego, że nie ma dla nich innego miejsca na polskiej ziemi. Stąd nasze marzenie o nowym budynku, które powoli się spełnia. Bo marzenie, żebyśmy któregoś dnia byli po prostu niepotrzebni i mogli oddać się innym zajęciom, raczej się nie spełni.


Dzisiaj Andrzej wykonał skok z Jankowic do Warszawy i z powrotem. Ks. Jacek miał telefon: pan śpi na ławkach w Atenach. Schorowany, nowotwór. Dobrzy ludzie z polskiej parafii znaleźli, pomogli, zapłacili za bilet lotniczy i test. A ja mam tę radość, że jak ktoś dzwoni w takiej sprawie, to mogę powiedzieć – dobra, ogarniemy, dostawimy łóżko, przysyłajcie. I nikt z naszej ekipy nie kaprysi, że weekend, że daleko i mu się nie chce. Kto może, ten jedzie i tyle, a inny czeka do nocy, żeby przyjąć, nakarmić, położyć. I jak ich nie kochać, tych wspaniałych ludzi!

Miła wizyta w Jankowcach. Przedstawiciele Fundacji “Włochy 2030” przyznali nam medal za pracę w tej dzielnicy Warszawy. Jesteśmy tam, na Łopuszańskiej, już 29 lat i mamy zamiar pozostać, w tym z nowym domem, który rośnie. Nie możemy się doczekać, bo warunki, w jakich pracujemy były dobre przez wiele lat, ale już nie stykają ze współczesnością i potrzebami. Dziękujemy Mieszkańcom Włoch za zauważenie naszej pracy. Pochodzę z Ochoty, dzielnicy sąsiedniej i to mój zakątek stolicy.


Wróciła do pracy, po długiej przerwie, pani Wiola, ukochana ciocia Artura. W Nagorzycach nam gotuje i pomaga przy Arturze. Wczoraj synek się obudził rano i mówię mu: “ciocia przyjechała.” Ten wyskoczył z łóżka odgarniając kołdrę trzęsącymi się z emocji rączkami i – trzeba było widzieć tę radość. Nawet dał się wyprowadzić cioci na “pacerek” i zebrał kwiatki dla Gosi, co mi je, dumny wręczył, kiedy wróciłam z budowy. Tak wygląda wierna przyjaźń ubogiego. A domownicy i przejezdni mają wreszcie pyszny rosół na niedzielę. Nasze wysiłki kulinarne w czasie nieobecności Wioli dawały różne rezultaty. Nikt co prawda nie chorował, ale…..rosół Wioli najlepszy.


Jesień, w Zochcinie dzisiaj. wykopki. Potem sprzątanie pod foliami, bo koniec naszych pysznych pomidorków i zimowe wydatki na ogrzewanie. Już tonę węgla ubogim staruszkom kupiliśmy. Oprócz murów, które rosną, dosłownie- na naszych budowach i w przenośni na naszych granicach i wewnątrz nich, rosną też ceny i skóra mi cierpnie. Nie jestem w tym sama, oczywiście. Jest nas wiele milionów Polaków. W Jankowicach, w starym budynku, gdzie mieszkają ludzie sprawni na tyle, że nie wymagają opieki, będzie wymiana pieców CO. Koszt ok.70 tys, a na komin trzeba czekać 6 tygodni. No to czekamy.


Lokalny klub Rotary organizuje w Opatowie winobranie i zbiórkę na ten cel. Na poprzedniej zebrali 20 tysiaków. Zapraszamy- Opatów, 18.09.-przyszła sobota- o 15-tej. Winnica stawia własne wino, będzie grill i zbieranie winogron. No i oczywiście duuuuuża puszka na kasę. Z góry dziękujemy Panom z Rotary i dobrym ludziom za zaangażowanie. Przybywajcie. Razem dajmy ciepło ludziom bezdomnym.

Nad-obowiązkowo

Nawiązując do dzisiejszych wyzwań. Trochę o etyce i wiedzy z rozważań pisarza i poety Romana Brandstaettera, który podsumowuje doświadczenie wielkich ludzi:

Św.Franciszek bał się postępu bez sumienia. “Wielka uczoność nie przyczynia się bynajmniej do osiągnięcia zbawienia. Kto chce być rzeczywiście mądrym niech nieustannie pracuje, trzyma głowę nisko i nie wynosi się nad innych. Dzieło człowieka -wg św. Franciszka- określane jest etyką, która decyduje o jego wielkości i wartości.

B.Pascal : “Święci mają swoje królestwo, swój rozgłos, swój blask i nie potrzebują wielkości ciała ani umysłu, nie mających z tym żadnego związku….Bóg im wystarcza. “

Albert Einstein : “Moralność znaczy więcej niż intelekt.”

Pod koniec swojego życia wielki uczony świadomy klęski, którą poniósł /Mimo wszystko pan nacisnął guzik atomowy/, przerażony spustoszeniem spowodowanym przez naukę w duszach i dziejach ludzkich, powiedział do Virgila H.Hinshawa: “Nigdy nie powinien pan nic czynić przeciw własnemu sumieniu, nawet jeśli państwo tego żąda. ” Rok później wyznał : zalety moralne wybitnych osobistości mają większe znaczenie dla pokoleń i dla biegu historii niż osiągnięcia intelektualne”

Zrozpaczony pilot wojenny Saint-Exupery, krążąc w samolocie nad podbitą Francją, medytuje: “Zbyt długo łudziliśmy się co do roli inteligencji, sądziliśmy, że zdolności marnych ludzi mogą pomóc do zwycięstwa szlachetnej sprawy, że zręczny egoizm może zbudzić ducha ofiary, że oschłość serca poprzez wicher wymowy zasieje ziarna braterstwa i miłości. Pominęliśmy istotę człowieka. “

R. Brandstaetter: Jest piękny wieczór. Olśniewa mnie myśl, że wszyscy oni doszli w swoich rozmyślaniach, każdy na swojej drodze, do tych samych wyników i że, umierając wiedzieli tylko jedno: “Trzeba raczej słuchać Boga niż ludzi”

wg R. Brandstaetter “Inne kwiatki Świętego Franciszka z Asyżu” Pax 1976