Wiosna przyszła, a z nią odloty. Już tydzień temu w jednym z domów panowie ustawiali się w kolejce, żeby „się wypisać”. A że była to sobota, to Kuba, kierownik, kazał im czekać do poniedziałku, jako, że mieszka tam z rodziną i jest do dyspozycji w czasie wolnym, owszem, ale tylko w przypadkach nagłych. Oczywiście na miejscu są opiekunowie i pełny serwis.
Czy nas to zniechęca? Nie. Ludzie, których przyjmujemy, nawet jeśli na krótko, bo odchodzą gnani nałogiem, mają chwilę oddechu i być może przypomną sobie w ostatecznej chwili, że komuś na nich zależało. A nam zależy, bo mamy przekonanie, że zależy najbardziej Panu Bogu. Wielu jednak trwa i walczy. Z chorobami, nałogiem, innymi problemami. A jeśli umierają, to otoczeni życzliwością, w czystym łóżku, w ciepłym, pięknym domu.
W warszawskim domu dla chorych zmarła Susanne. Pochodziła z Gambii. Była wykładowczynią angielskiego w Warszawie. Choroba pozbawiła ją pracy i mieszkania. Spędziła z nami kilka lat. Często widziałam ją w kaplicy. Pogodna, dowcipna, bardzo kulturalna. Z godnością znosiła swoją sytuację. Mieszkańcy zrobili zrzutkę na kwiaty do grobu. Nasi biedacy! Mamy ją teraz w Niebie i niech nas stamtąd wspiera.
Genralnie to w Niebie mamy mnóstwo znajomości. Naszych mieszkańców. Mam nadzieję, że jakby się św.Piotr czegoś w nas czepiał na niebiańskiej bramce, to się za nami wstawią.
A Artur ma nowego kumpla, a właściwie kumpelkę. Karmen. Leo oszalał, bo nareszcie ma się z kim bawić, jako, że pozostałe psy to leniwi staruszkowie. Kiedy Artur jedzie do Warszawy do Mikołaja i Gabi, to śpi ” z Meszkiem” czyli beaglem Leszkiem. No i trzeba było Meszka skombinować do Zochcina. Ktoś chciał oddać panią beagle’ową i mamy to. Mieszkanie przypomina tor wyścigowy z meczem rugby, Artur się śmieje, Leon z Karmen godzinami się tarmoszą i hasają, a my staramy się znosić to z godnością. Tylko kot odetchnął i stary mops Alosza, który służył Leonowi za piłkę-zgniotkę i labradorka Ula, bo Leon już ich nie gania, zajęty zabawą Karmenką. Taka to wymiana pokoleń w psim świecie .
W naszym wspólnotowym także. Młodzi się „panoszą”, przejmują stery i niech tak zostanie. Kierownictwo Zochcina przejęła własnie Ewelina. A ja sobie z boku wspieram.
W zamęcie świata trwajmy w codzienności ufając, że miłość i miłosierdzie, wspól-czucie, przyzwoitość pozostaną i znów staną się modne. Przywracajmy tę modę mimo wszystko.
Los naszych ukraińskich uchodźców-starców, matek z niepełnosprawnymi dziećmi, ludzi niepełnosprawnych- w naszych rękach, bo „władza miłościwie nam panująca” odebrała im, ku uciesze gawiedzi, hm….prawo do godnego życia bez bomb i z ogrzewaniem i prądem, o co w Ukrainie jakoś, nie wiedzieć czemu-trudno. O tym następnym razem, bo gorycz mnie zalewa i wstyd za mój kraj.


