Odszedł Henryk Wujec- Człowiek Przyzwoity.
Trzeba było biegiem postawić kolejną ściankę działową, wykombinować meble i oczywiście złożyć, posprzątać, przerzucić magazyn, słowem zrobić miejsce dla kolejnego człowieka i nagle- w piątek, kiedy wydawało się, że pierwsza akcja skończona, telefon, więc – jechać do Warszawy po rodzinę koczującą na ulicy, która nie miała gdzie odbyć kwarantanny i również „na wydechu” zorganizować im jakieś przyzwoite warunki i zaopatrzenie, bo ludzie przeszli piekło. Od dawna miałam w głowie, żeby w domku na kwarantannę telewizor wstawić, bo ludzie siedzący dwa tygodnie zamknięci świra dostają. Akurat w piątek pan od TV podłączył! Od razu miny się młodym wygnańcom poprawiły na widok czarnego pudła.
Kolejny raz Bogu dziękuję za niesamowitą dyspozycyjność naszych ludzi- członków Wspólnoty i pracowników. Za czujność – wykrycie dramatycznych sytuacji, kiedy wielu rozkłada ręce. Za upór i ciągłą chęć walki.
I za to, że mamy gdzie, mamy czym i mamy jak. Dzięki Opatrzności, która działa przez ludzi i ich……portfele. Póki co, Niebiańskie Biuro Finansów nie ma własnej mennicy. Musi posługiwać się złotówkami, euro czy innymi walutami.
To jedyna walka, którą osobiście akceptuję. O człowieka. W sobie i dla innych. Jedyne też metody- służba i miłosierdzie.
Tak sobie myślę o Matce Bożej. Jej ludzkim dramacie. O Białoruskich Kobietach stojących z białymi kwiatami na ulicach. Królowa Pokoju znajduje swoje odbicie w każdym geście pojednania, przebaczenia. Jest przy tych, którzy chronią Jej Syna w każdym poniżonym, zniszczonym, zniewolonym, cierpiącym. Może stoi w szeregu, z białą różą na ulicy białoruskiego miasta? Może stoi w kolejce po wodę dla rodziny w Sudanie? Może właśnie chowa swoich bliskich zmarłych w skutek epidemii gdzieś w Brazylii, albo zmienia pampersa staruszkowi czy niepełnosprawnemu dziecku razem z opiekunką.
Rocznica bitwy, rocznica jednej z tysięcy wojen. Do czego ma nas zwrócić? Do wojny czy pokoju? Na „wojence nie jest ładnie, kiedy ułan z konia spadnie”. Na wojence jest strasznie.
Mój dziadek był ułanem. Zginął na wojnie w 1920 roku. Matka go nie znała. Nie było „ładnie” samotnej babci rodzić dziecko zaraz po wiadomości, że mąż właśnie zginął. Uciekać w nieznane, nie mieć dokąd się udać po wyjściu ze szpitala. Na wojence nie było „ładnie” w czasie okupacji i w czasie Powstania Warszawskiego. Nie było „ładnie” później, kiedy ginęli strajkujący lub „wrogowie systemu”. Nie jest „ładnie”, kiedy przemoc – każda- słowna, czynna, ekonomiczna- odbiera godność, rani, upadla, zabija. Wojenka nie jest ładna. Żadna.
Wydaje się drogą łatwiejszą i szybszą do budowania rzeczywistości według swojej wizji. Jednak rzeczywistość budowana wojną nie jest i nie będzie chrześcijańska. Wojna nigdy nie jest drogą do budowania lepszego świata. NIGDY się to ludzkości nie udało tą metodą. To po co kolejny raz próbować? Toczyć wojenki niszcząc zamiast budować pokojem? Bogu dziękując, że ani ułan nie musi z konia spadać, ani bomby nam na głowę nie lecą. Pokój to nasze zadanie.
Królestwo moje nie jest z tego świata. Gdyby królestwo moje było z tego świata, słudzy moi biliby się, abym nie został wydany Żydom. /Jezus Chrystus do Piłata/
Nadobowiązkowo
Bo my jako chrześcijanie z miłości dobra próbujemy zło zwalczać, ale tak je zwalczamy, jak jacyś dzicy mieszkańcy puszczy, że gdzie w zło uderzamy-wyrasta nowe zło i gromadzi się i wlecze za nami, nasza walka ze złem nowe zło wywołuje, nowe zło rodzi i nie ma temu końca-i ciągle nam się zdaje, że żeby zwalczać zło, trzeba koniecznie użyć zła, choćby jeszcze ten ostatni raz, na zło złem odpowiedzieć, złem zabić zło. Tylko dziś, tylko w ten jeden dzień, jeden rok, a potem zło się skończy, będzie już królestwo dobra.
A skutek jest ten, że ciągle zło rozsiewamy i końca nie ma.
Chrystus nauczył nas jak mu się naprawdę skutecznie przeciwstawić.Nauczył nas, że tam gdzie jest zło, tam trzeba mu przeciwstawić najczystsze dobro. Uczył, że w naszej postawie w ustosunkowaniu się do zła, nie może być najmniejszej przymieszki zła.
Zło ginie i niszczeje tam, gdzie wchodzi czyste dobro. To ideał, do którego każe nam Chrystus dążyć.
ks.Jan Zieja
