Przez chwilę mam porządek w domu, bo dzień był sprzątający w wykonaniu Justynki, niech żyje wiecznie. Ja zajęłam się robieniem żeberek, o których marzył Miki, w przerwach zaś telefonami, załatwianiem spraw i rozwożeniem żywności. Artur uwielbia porządki. Jak jest bałagan, to nie ma jak nabałaganić. Jak jest porządek, to frajda polega na zaprowadzeniu natychmiastowego nieporządku. Właśnie kończy owo zaprowadzanie, a tu na wsi odetchnęliśmy przed chwilą z ulgą: ks.Edek, Tamara i ja. Ekipa osłabiona jak oddział po bitwie, zostaliśmy we trójkę na trzy domy, a w Jankowicach pewna pani zachlała na całego. Kobieta rano została usunięta, bo ma mieszkanie i pomoc społeczna ją zna jak zły szeląg. Miała wrócić do domu i zgłosić się po bony na żywność, jako, że kasę przepija. Z nami współpracować nie chce, pani, nie pomoc, bo pomoc chce i to bardzo- krew im owa osoba psuje od lat. Taki ich los. A wieczorem dama wróciła do
 |
E.Laermans-pijak/1898-Belgia-mogłoby to być:
Polska, 2014/ |
Nagorzyc pijana w sztok i wyprawiała. Oddech nasz swobodny ma swoje źródło w doświadczeniu. Otóż to wcale nie jest takie proste usunąć pijanego mieszkańca/kę schroniska, zwłaszcza zimą. Straż Miejska czy Policja nie garnie się do tego, bo musi wozić na izbę wytrzeźwień, a przecież obywatel ma prawo być pijany i nie można go przymusowo przetrzymywać w zamknięciu. Izb wytrzeźwień zresztą już praktycznie nie ma, przejęły tę rolę szpitale. Wyrzucić za bramę nie można, boć to człowiek i może zamarznąć. Pani na szczęście stanęła na wysokości zadania i była agresywna, więc jakoś się udało namówić miłych mundurowych, żeby ją zabrali. Gdyby nie, to……całą noc trzeba by się szarpać, reszta mieszkańców: chorzy, starzy ludzie, miałaby nockę z głowy, a na koniec skarga na maltretowanie i wszelkie inne bezeceństwa do wszystkich świętych, czyli prokuratora, biskupa itd. murowana. Ja musiałaby zrywać Artura i gnać do Jankowic na nocny dyżur. W Warszawie jest schronisko wydzielone do przyjmowania pijanych, ale nie tu, na wsi. Cóż, panie z pomocy społecznej niedalekiego miasta miały kilka miesięcy oddechu, a teraz ten „gorący kartofel” pewnikiem tam wróci. Obywatel ma prawa, ale i obowiązki. Ponadto my też obywatele i
 |
| Za horyzontem, ale jednak jest światło, które nie gaśnie. |
mamy prawo do nie przebywania z pijanym. Zapił także inny mieszkaniec. Tamara zaproponowała mu, żeby jednak chwycił się ostatniej deski ratunku i zwrócił do Pana Boga, a na ćwiczenia praktycznie – pojechał na Potrzebną w ramach ekspiacji i refleksji nad życiem. Widok skutków pijaństwa mógłby mu pomóc. Powiedział, że rozważy. Po kilku godzinach przyszedł i stwierdził, że jednak jeszcze nie. Ten przynajmniej opuścił dom bez awantury. Kocham moich braci i siostry, ale są granice przyzwoitości, jak mówiła moja mama. Niestety, od góry do dołu społeczeństwa, przesuwają się coraz dalej, aż za horyzont. Przywróćmy rzeczom, sprawom i postępkom właściwe nazwy i znaczenie. Chyba nam się zrobił w tym bałagan.
Nad-obowiązkowo
Jedyny porządek wart utrzymania to porządek miłości.

Panie, kocham Cię ponad wszystko….ogólnie;
ale o wiele bardziej niż Ciebie
w tej krótkiej chwili, która mija,
tego „Caro”. Albo „Malboro”!
Panie, daję Ci całe moje życie….
ale nie ten mały kawałeczek życia,
nie te trzy minuty….,
kiedy nie mam ochoty zabrać się za pracę.
Panie-zdobyć dla Ciebie miasto,
i całą Francję, i cały świat,
cały wydać się za Twoje królestwo…, ale
nie słuchać dłużej tego nieznośnego człowieka,
który opowiada mi po raz setny o swoich
najdrobniejszych kłopotach.
Tak, jesteśmy bohaterami komedii i to normalne,
że pierwszą publiką powinniśmy być my sami.
Bylibyśmy skłonni myśleć, że to nie ma zbyt
wielkiego znaczenia i że obok
szlachetnych,
silnych,
świętych
jest miejsce dla marionetek i dla błaznów
i że nie chcą oni zbyt narzucać się Bogu.
Nie jest to zbyt wzniosłe,
ale również nie nazbyt męczące
– a to ważne.
Wtedy właśnie powinniśmy sobie przypomnieć,
że Bóg nie stworzył nas dla tego, co ludzkie,
ale dla tej wiecznej i niesłychanej miłości,
jaką kocha od zawsze wszystko, co stwarza.
I w tej wielkiej przygodzie Miłosierdzia
jesteśmy zaproszeni do oddania do ostatniej
nitki,
tego co możemy;
jesteśmy proszeni o śmiech,
kiedy ten dar okazuje się nieudany, skąpy, nieczysty.
Ale jesteśmy także zaproszeni do zachwytu,
ze łzami wdzięczności i radością,
nad tym niewyczerpanym skarbem,
który płynie w nas z serca Boga.
Na tym skrzyżowaniu śmiechu i radości
ustali się nasz niezmącony pokój. /M.Delbrel/
Dodaj do ulubionych:
Lubię Wczytywanie…
Powiązane