Kilkanaście małych łebków zostało dzisiaj chrześcijanami. W sporej parafii warszawskiej. Do tego dwoje ludzi odnawiało przyrzeczenia małżeńskie. Po 50 latach. Niby zwyczajne, a jednak…..Obiadek rodzinny dobry, w towarzystwie iście mieszanym, bo różno-kolorowym, różno-narodowym i różno-religijnym lub też bez-religijnym. Pani domu biegiem dogotowywała makaron z sosem, bo okazało się, że jeden z gości jest muzułmaninem i wieprzowiny nie je. Dużo stracił. A świeżo upieczony, roczny chrześcijanin wytrzeszczył wielkie oczęta na widok czarnej skóry. Cóż, wielokulturowość w modzie.

Potem koszmarne korki, które zmusiły mnie do przypomnienia sobie topografii rodzinnego miasta i objazdów, a na zakończenie mniej miło w Domu dla Matek, gdzie prowadzący ledwo żyją z powodu mateczek roszczeniowych, pogubionych i kompletnie nieprzystosowanych do życia.  dalej…