Wakacje, zatem wycieczki dzieciaków. Jedna za nami. Mieszanka polsko-ukraińska pod kierunkiem Eweliny.


50 lat minęło od założenia Wspólnoty Chleb Życia. Młodzi ludzie- Pascal i Marie-Annick Pingault, po buntach, szukania prawdy, wędrówkach po ruchach anarchistycznych nagle odkrywają prawdę Ewangelii- Jezus żył tak jak głosił. Postanowili wziąć na serio Jego przesłanie. Odkryli Boga w Najświętszym Skramencie i powrócili do Kościoła Katolickiego. Zamieszkali z ubogimi, którzy garnęli się pod dach ich domu. A, co ciekawe, lokalny ówczesny biskup zaakceptował obecność tej dziwnej, początkowo nieformalnej, grupy i mocno ją wspierał.
Dzisiaj w Jankowicach imprezka była. Święto Ubogich. Bo zanim Papież Franciszek oficjalnie takowe ustanowił, nasza Wspólnota robiła to wiele razy na świecie, a i w Polsce. I pamiętam jak wiele lat temu było to w tychże Jankowicach, ale ówczesny biskup hm….no, nie był zadowolony. Czasy się jednak zmieniły!






Zjechali nasi z Warszawy, Nagorzyc, Zochcina. Razem ponad 150 osób. Nie bez przygód, bo jeden bus się zepsuł, ale natychmiast podstawiono drugi, a w autokarze z Warszawy pani dostała ataków padaczki. Sytuację opanowano. Zawsze jeżdzi personel medyczny, tym razem w osobie Reni i Ahmeda, bo nasi ludzie to starsi, schorowani, niepełnosprawni.

Msza święta, do której służył Artur waląc w gong tak, że szyby leciały, a potem- grochówa, kiełbasa z grila, drożdżówki, dla dzieciaków zjazdy z dmuchańca, lody przyjechały, muzyka w wykonaniu nieocenionych zespołów muzycznych, których mamy…10. Tak, w Nagorzycach, pan Grzegorz prowadzi.
Sześć narodowości: Polska, Ukraina, Jemen, Czeczenia, Niger, Francja reprezentowana przez siostrę Marię, która na co dzień żyje w Peru, wśród Indian; trzy wyznania chrześcijańskie: katolicy, grekokatolicy, prawosławni i muzułmanie oraz ci, którzy są z daleka od wiary. Najmłodszy, a prywatnie wnuk mój, Bruno, rok miał, a najstarsza lat 88. Niektórzy nie umieją czytać ani pisać, inni mówią kilkoma językami i fakultetów mają po kilka. Ci z kasą i ci bez grosza. Taka chwila pokoju. Może miliardy takich chwil przemieną ten świat.
I ta radość na twarzach. Burza nam zakończyła przedwcześnie nieco imprezkę, ale fajnie było, co potwierdził Artur po powrocie do domu./bbbyło toprze, było tra la la – stwierdził/. A że synek ma ostatnio znowu odlot na zegarki, to ludzie musieli szybko z rąk zdejmować, żeby im nie zagarnął, a Brygida lecieć do Pepco po dwie sztuki. Nie ma lekko z autystykiem.
Jesteście wielcy – wspólnotowcy, pracownicy, wolontariusze, opiekunowie, kucharze i kierowcy. Także Przyjaciele, co wrzucacie kasy nieco, bo przyjemności kosztują! A przede wszystkim- Nasi Mieszkańcy.
