Siostra Maria żyje od wielu lat w Peru. W puszczy amazońskiej. Wśród Indian. Drobna kobieta, Francuzka. Kościół hierarchiczny czyli księża, niegdyś nieliczni, ale jednak, wyjeżdżają stamtąd jedni po drugich. Za ciężkie warunki, za mało kapłanów. Niebawem wraca do swojej ukochanej puszczy, szczurów w chacie i pająków wielkości dłoni oraz węży. Jaki jest sens obecności jednej, dwóch kobiet właśnie tam? Gdyby nie

adoracja Najśw. Sakramentu-Peru

Chrystus, sensu by nie było. Obecność Najśw. Sakramentu, przyjaźń z Indianami, malutkie przedszkole, pomoc medyczna na miarę możliwości, niewielka szkoła. Znak, że Bóg kocha także Indian Quechua. Pochodząca z zamożnej rodziny lekarzy – przewaliła życie właściwie na niczym. A mogła zrobić karierę w Paryżu. 

Pascal, założyciel Wspólnoty, od lat buduje kaplicę w Nigrze. Katolików jak na lekarstwo w tym muzułmańskim kraju. Marzy o wieczystej adoracji. Nie, nie o nawracaniu. O obecności Boga miłości, po prostu, wśród ludzi.

budowa kaplicy w Nigrze
Siostra Maria żyje w puszczy amazońskiej także w naszym imieniu. Podobnie, jak siostra Esther trwa w swojej pustelni w Izraelu, mimo ciężkiej choroby. Modląc się o pokój i pojednanie. 
ten gest też jest naszym bogactwem
Podobnie, jak miliony ludzi, którzy złączeni z Chrystusem modlą się, piorą, gotują, sprzątają, pracują, uczą, leczą. Nie możemy być wszędzie. Dobro i miłość z jednego zakątka świata jest częścią bogactwa całej wspólnoty. Grzech- uszczerbkiem tego bogactwa. Dobrze jest czasem pamiętać, że zawsze jesteśmy w imieniu. W imieniu Boga i całego Kościoła. Od tego nie ma wakacji. Nawet na plaży. Możemy promować Chrystusa albo dać plamę. Czyli trzeba wziąć Imię Jezusa ze sobą w podróż życia. Liczy się każda chwila.
Imię Jezus- Jeszua-Jahwe jest Zbawieniem

Nad-obowiązkowo

Pewien ksiądz zaczynał swoją pracę w Houston, w Teksasie. Niedługo po przyjeździe jechał autobusem. Kiedy usiadł z biletem, zauważył, że kierowca wydał mu 40 centów za dużo.


Pomyślał: 

-Zrobisz lepiej, jeśli oddasz. To będzie nieuczciwe, jeśli je zachowasz.
Później pomyślał znowu:
-Oj, zapomnij, w końcu to tylko 40 centów. I tak przedsiębiorstwo autobusowe zarabia miliony, te 40 centów im nie zabraknie. Zachowaj to jako dar Boży dla siebie i siedź cicho.
W końcu, kiedy już miał wysiadać, zawahał się i oddał pieniądze kierowcy. 
-Wydał mi pan za dużo reszty.
Kierowca uśmiechnął się i powiedział:
-Jest tu ksiądz nowy? 
-Tak.
-Aha. Od pewnego czasu mam ochotę powrócić do Kościoła. Chciałem zobaczyć, jak ksiądz zareaguje, kiedy wydam za dużo monet. Do zobaczenia w niedzielę, w parafii księdza. 
Ksiądz z trudem chwycił powietrze na chodniku. 
-Mój Boże. Byłem o krok od sprzedaży Twojego syna za 40 centów.