Nie, żebym uciekła. Mam nasiadówkę/dosłownie/ – rada Wspólnoty, towarzystwo różnojęzyczne i trzeba się napocić, żeby się dogadać. Po 12 godzin. Mają kondycję moi bracia i siostry ze świata. Pozdrawiam.
Oddaję głos innym.
Z domu dla kobiet:

1) Mieszkanek sporo i cały czas przybywa. Jesteśmy już na granicy miejsc, więc zaraz będziemy znów „upychać” kolanem – wiadomo te co do tej pory balowały pod chmurką już pod chmurką balować nie bardzo mają ochotę.
Ostatnio była historia z serii tych – „zwyczajni niezwyczajni”. Odbieram telefon w piątek po południu. Młody pan – Wojtek: spotkałem na rynku w Toruniu bezdomną panią po pobiciu, nie mam co z nią zrobić, tu nie mogę znaleźć dla niej miejsca, jadę do Warszawy, czy mogę ją przywieźć? Dotarli po 21. Pan nakarmił, kupił jej okulary (fatygował się jeszcze następnego dnia, żeby podrzucić do nas) chciał zapłacić za jej pobyt, ale odmówiłam. Na moją prośbę podrzucił jeszcze na ostry dyżur, bo pobicie wyglądało na kilkudniowe ze wskazaniem na złamanie żeber. Już bez szczegółów, suma summarum uratował jej życie, bo złamane żebra naruszyły opłucną.
2) Agnieszka, Ewa, Aneta, Magda – świetna ekipa pracownic + Ela i Renia raz w tygodniu – dziękuję.
3) Od dwóch tygodni panie mają wznowione po wakacjach zajęcia z angielskiego prowadzone przez p. Gosię – wolontariuszkę.
4) P. Krzysiu – nasz wolontariusz „Dziadek” załatwiający różne rzeczy, ostatnio „zagustował” też w Potrzebnej i po wycieczce na cmentarz powązkowski z czwórką mieszkańców (p. Krzyś był przewodnikiem po Warszawie, więc wycieczka full wypas) załatwia darmowy wypad do Muzeum Wojska Polskiego.
5) Od wtorku przyszłego ruszamy z kładzeniem płytek w kuchni – Zbyszek ze Wspólnoty Przymierze ma firmę „wykończeniową” i dla nas za frico kłaść będą. + doraźnie naprawiamy, zakładamy, zawieszamy instalujemy itd. co trzeba – to ciężka robota wolontariusza Adriana
6) ciuchy… ciuchy… ciuchy… tony całe…  do przebrania!    /Sylwia/  

schronisko dla chorych

Oj. U nas też się dzieje. Nie jest to jakiś wielki wir wydarzeń, a raczej takie małe bączki codzienności.
1/ Codzienne sprzątanie domu i terenu -coraz trudniejsze, bo w domu jest jakieś 6 osób zdolnych do utrzymania grabi .Wczoraj zgłosiły się do pomocy przy liściach dwie osoby o chodzikach, ale powiedziałam , że może jak będzie jakaś podorywka .. to łatwiej im będzie .
2/ Udało nam się posprzątać magazyn. Cud!!! .
3/ Nasz Kazik tak wrzeszczy , że nie mogę się skupić na pisaniu./zwrot z Belgii, zespół Korsakowa, totalny odlot. Królowa Belgijska nie chce utrzymywać chorych polskich bezdomnych w swoich szpitalach/.
4/ Upił nam się w sztok mieszkaniec na wózku inwalidzkim. Wezwaliśmy Straż Miejską. Strażnik nam powiedział, że pan pijany jest spokojny, leży w łóżku, nie łamie prawa bo picie nie jest zabronione prawem, tylko naszym wewnętrznym regulaminem – więc jest to nasz problem. A że pijak mówił od rzeczy i brzydkie wyrazy, to  na to nasza pielęgniarka – blondynka zamrugała oczkami i powiedziała: „No tak, ale ja się jednak czuję troszkę urażona, może nie dotknięta do żywego, ale obrażona”. I tak nasz pijak spędził noc na wytrzeźwiałce za obrazę urzędnika państwowego podczas wykonywania czynności służbowych. Rano odwieziony z honorami, bo słabiutki był po tym ,,obrażaniu”. /Renia/

Zochcin: dyżur „na Arturze” z sierściuchami w tle 

Do Nagorzyc zajechali: siostry Maria, Marta, Marie Andre oraz Wolfgang. Rada Wspólnoty. Wielebna obecnie przebywa z nimi na naradach. Ja natomiast siedzę z Arturem i pilnuję coby nic mu nie brakło i patrzę aby nie zrobił sobie krzywdy. Trochę postukał w naczynka, troszkę popiszczał, ale zasadniczo to grzeczny był. Kot widząc, że za dużo spokoju w domu zaczął trzaskać korkiem od butelki po podłodze. Koty podobno też są jak autystycy- znaczy żyją we własnym świecie. Kiedy czekaliśmy w nocy na gości z zagranicy do naszej to jest mojej i Mikołaja izby przyszedł Szaman, który myśli, że jest ciągle małym szczeniaczkiem i zawsze i wszędzie się zmieści /Szaman jest ogromny i głupi, za to wesoły/. Niestety kanapa była już zajęta przez Mikołaja i Jaśka. 
Szaman próbuje zwalić chłopaków z kanapy
Obecnie na przeciwko mnie siedzi bezczelny kot Wielebnej choć wie, że stół to stół. Za oknem ciemno, cały dzień padał deszcz, a z deszczem robi się błoto. Podejrzewam, że Hera- przypominam moja psina, która zameldowana jest u Przełożonej w domu- kiedy przyjdzie do domu spotka się nie znającą odmowy kąpielą. Będzie to wyglądało mniej więcej tak: /Tomasz/