Oszczędzę szczegółów, ale grypa żołądkowa w wydaniu niepełnosprawnego autystyka to skrajne przeżycie. Z przygody tej udało się odzyskać tylko pościel, dzięki olśnieniu, że potrzebne będą pampersy, folia, podkłady. Na co dzień przecież nie potrzebuje. Zdolność przewidywania rośnie z wiekiem i doświadczeniem. Trzy zmiany “ubranek” niestety do śmietnika. Minęło kilka dni, a nadal “Artur popsuta” mówi przyjaciołom, którzy dzwonią. Gosia też nieco “popsuta”. Ale jesteśmy na prostej.


Wszystkie ręce już/jeszcze nie chore na pokładzie. To żniwo ludzkiej dobroci, więc trzeba zebrać, rozdać, przechować na chude miesiące. W kraju całym zresztą też, jak czytam, poruszenie. Zbiórki, paczki, wigilie, spotkania. Ech, serce rośnie. Minęło tylko 34 lata od pierwszej Wigilii dla ludzi bezdomnych na Dworcu Centralnym w Warszawie. Tak, z Maciejem Rayzacherem i Tamarą, w ówczesnej biedzie i politycznym zamieszaniu, przy zaangażowaniu pań obsługujących bar dworcowy, zrobiliśmy to, choć do dziś nie wiem jakim finansowym cudem. Bo nikt nic nie miał i bieda. To jeden z cudów “rozmnożenia” nie tylko chleba, ale śledzia, ciasta i barszczu. Dziś cuda wyglądają inaczej, ale stale są. Bóg nie opuści swoich ubogich.


W Arturowym stadzie sierściuchów na ostatnim miejscu w hierarchii grupowej siedzi Toffik. Najmłodszy, mały, nóżki krótkie, głupiutki, bezdomniak, z nami od kilku miesięcy. Reszta psów nie traktuje go poważnie. Kilka dni temu ten rozbiegany dzieciak zaczął nagle okropnie szczekać. Myślałam, że Artur śpi. Byłam obok w pokoju. Próbowałam uciszyć smarkacza, ale bez skutku. W końcu ruszyłam siedzenie i….na szczęście. Artur miał atak padaczki, a on mnie wołał. Następnego dnia było podobnie, ale tym razem zareagowałam natychmiast. Mimo kamer nie zawsze da się uchwycić moment. “Mądre” psy ani się ruszyły. /fot.Toffik w stanie spoczynku. To rzadkie momenty/


Kiedyś, za czasów małpki Artura, niejakiego Kolesia, Artur leżąc w łóżku wołał mnie intensywnie. Robiłam coś w kuchni, a on ciągle: Goosia!!! Myślałam, że chce po prostu, żebym przy nim była. Zlekceważenie tego krzyku było dość kosztowne. Koleś zabawiał się przednio wyrywając klawiaturę z laptopa swoimi drobnymi paluszkami z pięknymi paznokciami. A wydawałoby się, że synek ma w nosie świat dookoła. Okrzyku: “Gosia!!!” odtąd nie lekceważę.


Tak, dzieci, najmniejsi, najsłabsi mogą nam powiedzieć ważne rzeczy. Oni widzą często lepiej i więcej. Sercem, nawet jeśli nie wszystko rozumieją. Gdybyśmy ich słuchali…Nie byłoby wojen, pogardy, nienawiści. Ale my wiemy lepiej.


Na Boże Narodzenie popatrzmy sercem. Dziecka. Ono jest w każdym z nas. Na tym polega nawrócenie. Na czystości spojrzenia na siebie i świat. Spojrzenia oczami Boga. To nie infantylizm, to mądrość. To nie naiwność, to miłość. Uwaga: Może kosztować ból, cierpienie, wyrzeczenie. Zysk: pokój, radość.

W owym czasie uczniowie przystąpili do Jezusa, pytając: „Kto właściwie jest największy w królestwie niebieskim?” On przywołał dziecko, postawił je przed nimi i rzekł: „Zaprawdę, powiadam wam: Jeśli się nie odmienicie i nie staniecie jak dzieci, nie wejdziecie do królestwa niebieskiego. Kto się więc uniży jak to dziecko, ten jest największy w królestwie niebieskim. I kto by jedno takie dziecko przyjął w imię moje, Mnie przyjmuje” (Mt 18, 1-5).

2 komentarze

  1. Dziękuję za ten wpis.
    Też jestem wyznawcą religii Dziecka.
    Szkoda, że KK tak daleko odszedł od tego zasadniczego przekazu Jezusa, że on przyszedł jako Dziecko i tej Dzięcięcej Boskości nie zatracił nigdy. Ba! Życie oddał za Dzieci…

  2. Witam.Mysle sobie czasem że gdyby ludzie potrafili kochać tak jak zwierzęta,to świat byłby lepszy…Co do Kolesia ,to do dziś pamiętam jak ginęły pieniądze,a potem się okazało że to Koleś je kamuflowal pozdrawiam

    Monika

Możliwość komentowania została wyłączona.