Zacni Notariusze co roku przeznaczają kasę na fundusz społeczny czyli granty dla organizacji usiłujących zasypać przepaść między ludźmi, szczególnie młodymi. Grantów 4, wniosków z całej Polski ponad 200. Potem gala i szczęśliwcy wracają do domów z całkiem przyzwoitą kasą na swoje programy. Wielka szkoda, że niewiele korporacji zawodowych ma taki pomysł na podzielenie się swoim sukcesem ze słabszymi. Panie i Panowie Notariusze wykazują się …fantazją. Niesamowitym przeżyciem jest czytanie wniosków. W każdym zakątku kraju ludzie, nie czekając aż „oni” to zrobią, po prostu skrzykują się i robią. Dla dzieci, chorych, niepełnosprawnych, imigrantów, młodzieży zagrożonej. Często wbrew „onym”, pod górkę i pod prąd. Z fantazją, uporem i humorem.
Bo czyż nie wymaga fantazji zaproszenie do dzieci zamkniętych na obskurnym oddziale psychiatrycznym
grupy….techników wspinaczkowych przebranych za Spidermenów, którzy myli okna i dzieciaki widziały ich przez szyby, zwisających na linach, pozdrawiających? Przy okazji zrobiło się w salach jaśniej. Albo pomysł, żeby autystycy uczyli zdrowych kolegów prac artystycznych? A tzw. „patologiczna młodzież”, czyli ci, którzy zwykle siedzą na ostatnim szkolnym stołku, prowadziła zajęcia sportowe dla tych lepszych- w nauce i zachowaniu?
Miłość wymaga odrobiny fantazji. JP II nazwał to wyobraźnią miłosierdzia. Nie na darmo o miłości najlepiej piszą poeci, co jak wiadomo, głowy mają w chmurach. Realizacja miłości wymaga jednak konkretnego działania i dwóch nóg na ziemi, chyba, że komuś los odebrał nogi. Wtedy- koła wózka muszą gleby dotykać. Jak koła wózka Piotra Pawłowskiego. Czy kule Janki Ochojskiej. Pan Bóg ma chyba fantazję, skoro stworzył nie tylko człowieka, ale i słonia, żyrafę i
Nad-obowiązkowo
Widzisz Panie:
Muszę zrobić mały rachunek….
Mówisz, że trzeba kochać jeden drugiego. Kochałeś nas?
Zobaczmy, jak to wyglądało.
Opuściłeś wygody Nieba, żeby do nas dołączyć w trudach.
Oddałeś się nam na służbę.
Kiedy ktoś wołał o pomoc, przychodziłeś.
/Są świadkowie; niewidomy, chromy, kobieta cudzołożna…/
Dawałeś nam mnóstwo dobrych rad.
Dwa razy napełniłeś naszą łódź, kiedy nic nie złowiliśmy.
Dałeś nam jedzenie na każdy dzień,
lekarstwo na nasze życie:Eucharystię.
Nie zawahałeś się poświęcić życia za nas.
Obiecujesz nam życie wieczne…..
Lista jest jeszcze długa.
A ja?
Opuścić moje wygody, żeby dotrzeć do cierpiącego?
Oddać się na służbę społeczeństwu, odrzuconym, chorym?
Odpowiedzieć na wezwanie o pomoc? Każdemu?
Poradzić każdemu, kto nie wie co robić?
Pomóc drugiemu napełnić łódź?
Pomóc znaleźć rybę?
Czuwać, żeby każdy na ziemi i wokół mnie miał jedzenie?
Nie uciekać od mojej odpowiedzialności?
Troszczyć się o dobro innych zanim zatroszczę się o swoje?
Jeśli tak to-
jestem jeszcze daleko od tego!
Widzisz? Ciągle jeszcze Cię potrzebuję….
Bardzo!/Yves Garbez/



