Wczoraj atmosfera świąteczna, dzisiaj zadumana. Chłopaki pojechały na cmentarz, gdzie leżą zmarli nasi mieszkańcy. I poległym żołnierzom lampki zapalili, w nadziei może, że na grobach ich bliskich ktoś zapali znicz i pomodli się chwilę. A ja z Moniką dotarłam do głodnych z dostawą jedzenia, lekko przeklinając superowe urządzenia do nawigacji, co to się psują na wiejskiej drodze w ciemną noc. Jednak jedzonko dowiezione, a jedna młoda nawet marzenie swoje miała spełnione, bo miała wielką ochotę na „coś słodkiego” i akurat jej przywiozłam. Następnym razem spakuję więcej. Bo biedak ma prawo mieć ochotę na jakieś malutkie co nieco, oprócz chleba i ziemniaków. I jeszcze jeden węgiel trzeba będzie kupić na zimę. 
Mijałyśmy z Moniką wiejskie cmentarze jarzące się tysiącami lampek. Dziwne te święta łączące żywych- odwiedzające się rodziny i zmarłych. Czy w jakiś, nawet nieuświadomiony czasem, sposób nie wyrażamy wiary w życie „po drugiej stronie” wędrując na groby bliskich setki kilometrów? Może to też nasza potrzeba korzeni? Ciągłości? I przejaw naszej miłości, która nigdy nie ustaje. To wszystko można wyczytać spoza sztucznych kwiatów, sterty wypalonych zniczy i straganów pod cmentarzami. I wypominki- długie listy imion i nazwisk. Być dobrym nie tylko dla tych, co żyją /jeszcze/, ale także dla tych, co odeszli. Mam taki zwyczaj, że jak mijam cmentarz, przeważnie w samochodzie, to modlę się krótko za jego „mieszkańców”. Nieznanych, ale przecież braci i siostry. Bólu zęba czy głowy nie marnujmy- ofiarujmy Panu Bogu za bliźnich i ….idźmy do dentysty. 
Nad-obowiązkowo

1825-1871

Bł. Maria od Opatrzności, przyjaciółka św.Jana Vienney- już jako mała dziewczynka uchwyciła jedną z największych prawd o Bogu: On jest miłością i niczego nie pragnie bardziej, jak zbawienia każdego człowieka. Zbawienia, czyli spotkania i przebywania na wieczność. Jednak w Czyśćcu oczekują ludzie, którym na ziemi zabrakło miłości do spotkania z Bogiem po śmierci. Eugenia postanowiła modlitwą i drobnymi ofiarami miłości wypełnić te braki, żeby oddać wszystkich  Bogu, Kiedy, będąc jeszcze w domu rodzinnym, przygotowywała paczki dla ubogich, wkładała do nich karteczkę: „Pomódl się za dusze czyśćcowe.” W końcu założyła zgromadzenie wspomagające te dusze modlitwą i ofiarami. Natchnienie otrzymała w dniu Wszystkich Świętych. Siostry nie wymyślają sobie sztucznych umartwień, lecz trudy pracy z ludźmi ubogimi ofiarują w tej intencji. Dwa w jednym. Dla żywych i zmarłych. „Poświęcić się dla najbardziej samotnych na tym i na tamtym świecie.” Mają domy w wielu krajach świata.
W Polsce powstało identyczne zgromadzenie- założone przez O.Honorata Koźmińskiego. Z taką samą misją. I też siostry prowadzą domy opieki, sierocińce w kraju i za granicą.