cis w Henrykowie ma ok.1260 lat

Prąd tam, gdzie go nie było już jest. Mamy nadzieję, że tym razem go rodzinie nie odetną- trzeba monitorować. Jedzenie zawiezione tam, gdzie się dało. Nawet eternit zdjęty dawno temu z dachu ułożony równiutko czeka na realizację obietnicy Władz Gminy, że go zabiorą. Na realizację czeka także nasze szambo ekologiczne, już drugi rok. Cóż, Władza śni o potędze/wiatrakowej/, więc nie będziemy się czepiać takich drobnostek. O tym, że władza jest służbą nie wypada obecnie nawet wspominać, boć sam termin „służba” brzmi niepoprawnie politycznie. Kto bowiem na serio bierze terminy: służba Ojczyźnie, służba zdrowia, służby społeczne, porządkowe, publiczne, służba Kościołowi? Może właśnie przywrócenie pierwotnego znaczenia tych pojęć i nadanie im wartości pomogłoby nam żyć? W końcu całe życie chrześcijanina jest służbą.  Pozostaje pytanie- komu i jak? Oraz drugie- jak „robotę” w służbę zamienić. Czyli – sprzątanie, na przykład, w radosną twórczość dla dobra bliźniego i ogółu oraz na chwałę Boga. 

Na Łopuszańskiej pan Darek mnie zaczepił z pytaniem- czy można obciąć gałęzie cisu, który rozrósł się niepomiernie. Znana jest moja wrażliwość drzewkowo- kwiatowa, więc tylko samobójca ryzykuje cięcie bez mojej zgody. A ten cis – zdałam sobie sprawę, sadziłam lat temu 20. Dostałam, podobnie jak tuje, za darmo w sklepie ogrodniczym, bo były te krzaki  tak liche, że sprzedawca chciał je wyrzucić. Dziś są ogromne, mają po kilkanaście metrów. Wielkość tkwi czasem w tym, co po ludzku jest słabe i nieużyteczne. Wynegocjowaliśmy obcięcie tylko jednej gałęzi.


Nad-obowiązkowo


przed figurą bł.Marii Fortunaty
w klasztorze w Verollii 

Bł. Maria Fortunata Viti /1827-1922/- do końca życia nie nauczyła się czytać i pisać. Ojciec był alkoholikiem i hazardzistą, a Maria, po śmierci matki, musiała opiekować licznym rodzeństwem. Pracowała jako służąca. Wstąpiła do klasztoru Benedyktynek, kiedy dzieci dorosły. W owych czasach /aż do Soboru Watykańskiego II/ w klasztorach istniały tzw. dwa chóry: wykształcone osoby zajmowały się modlitwą liturgiczną, nauczaniem, jeśli zakon prowadził szkoły, a proste i niepiśmienne- wszelkimi pracami domowymi. Siostra Maria, mimo, że proponowano jej uzupełnienie wykształcenia i pozycję w pierwszym chórze, odmówiła. Przez 71 lat prała, sprzątała, była furtianką, szwaczką i kucharką. I – nic wielkiego nie zrobiła, oprócz tego, że była dla wszystkich bardzo dobra i służyła swoją pracą. Na trzy dni przed śmiercią szukała jeszcze zajęcia, żeby być przydatną. W wieku 95 lat. Mieszkańcy Verolli  przychodzili do niej po mądre, dobre rady i pociechę. Zmarła cicho i cicho pochowano ją we wspólnym, zakonnym grobie. Współsiostry nie miały pojęcia o głębi jej świętości. Ludzie jednak tłumnie przychodzili na jej grób i doznawali pociechy i uzdrowień.

siostry Benedyktynki w Staniątkach