W Polskę się pojechało, ale już wróciło. Do Płocka i to razy dwa, czyli arturowe „wszystkiego po dwa” zaczyna mnie przenikać. Jak w starym małżeństwie. Raz pierwszy to była konferencja w Seminarium Duchownym. Raz drugi- w Państwowej Wyższej Szkole Zawodowej. No i co? 
Ano, to, że drogi coraz lepsze, chociaż na niektórych trasach zabrakło twórcom wyobraźni. Rondka co i rusz na drogach zapchanych przez Tiry. No i korki kilometrowe, bo zanim tirek się wokół rondka owinie…… A można było zjazdy na rozjazdach do głównych dróg ekspresowych. 
A mniej przyziemnie, to życie kwitnie. Duchowe też. Młodzi księża świetni, zapaleni, otwarci. Ale ktoś im to jednak przekazuje. Czyli dorośli.  Na uczelni państwowej- zaangażowani nie tylko w kształcenie, ale i wychowanie studentów- od Rektora począwszy- wykładowcy. Młodzi mają szansę. Arturowi też się trafiło. Na pierwszą wyprawę do Płocka pojechał ze mną i Inżynierem, ale zobaczywszy „Szańską” czyli dom na Łopuszańskiej nie dał się ruszyć w dalszą podróż. Został pod opieką Sylwii, a potem ukochanej Reni. Spoczywał na łóżku, telewizorek włączony, wokół zestaw butelek z coca-colą /była promocja na stacji benzynowej/, posiłki do łóżeczka według życzenia. Czyli *****. I mieliśmy kłopot z Inżynierem, żeby go do Zochcina wygarnąć. 
W drugą podróż już nie wyruszył, za to od Pań Profesorek szkoły wyższej dostał słodycze i – uwaga- nie zjadł jeszcze, tylko trzyma w szufladce swojego nowego biureczka, com wstawić musiała, żeby na stole w kuchni można było zjeść cokolwiek. Bo stół zajęty był ostatnio jego laptopem, książkami i innymi skarbami, a rodzina i goście jedli na kolanach. 
Słodycze co raz wyciąga i ogląda, ale nie otwiera. Drogi Arturku- ty wiesz, że nie da się jednocześnie „zjeść czekoladę i mieć czekoladę”. Niektórzy potrzebują wielu lat, żeby do takiej mądrości dojść. Na razie wybór jest na „mieć”. 
Czasem trudno jest nam zrozumieć, że życie polega na ustawicznych wyborach, a wybór jednocześnie wiąże się z rezygnacją- z tego, czego nie wybraliśmy. Nie można mieć przecież wszystkiego na raz. Problem w tym, czym się kierujemy w naszych wyborach, a właściwie- kto nami kieruje lub komu pozwalamy się kierować. Pytanie fundamentalne. 
„Mam wybór: mogę być ofiarą losu lub poszukiwaczem przygód wyruszającym po skarb. Wszystko zależy od tego jak będę postrzegała własne życie”/P.Coelho/
Nad-obowiązkowo
św.Joanna Beretta Molla 1922-1962
Świetna, młoda i normalna kobieta, lekarka, działaczka katolicka. Szukając woli Bożej w życiu, czyli po świecku- wybierając drogę życiową-najpierw wybrała medycynę jako służbę cierpiącym ludziom, potem, po długim namyśle i modlitwie- wybrała małżeństwo. Podczas ciąży z czwartym dzieckiem, z powodu wykrycia włókniaka macicy, musiała dokonać wyboru: albo aborcja, albo ryzyko śmierci: jej i dziecka lub jej. Wybrała opcję zagrażającą własnemu życiu, a dającą maksymalną szansę na życie dziecka. Zmarła kilka dni po urodzeniu zdrowej dziewczynki. 

 „Naprawdę umiałaś cieszyć się tyleż radośnie co zwyczajnie urokiem gór i pokrywającego je śniegu, podróżami i koncertami, teatrem, dniami świątecznymi. Pokazałaś mi, że można do końca wypełnić wolę Pana i uświęcić się, nie rezygnując z pełni czystych i najlepszych radości, jakie ofiarowuje nam życie i otaczające nas stworzenie… Dałaś mi przykład, że można cieszyć się życiem i przyrodą, muzyką i teatrem, górami i podróżami, miłością i rodziną z umiarkowaniem. Dla Ciebie granice umiarkowania były jasne: wytyczało je prawo Boże i łaska Boża. Umiałaś być powściągliwa”./mąż Joanny-Piotr/

„Wszystkie rzeczy mają swój szczególny cel. Wszystkie rzeczy są posłuszne jednemu prawu. Wszystko rozwija się ku z góry ustalonemu celowi. Także dla każdego z nas Bóg wytyczył drogę, powołanie i podarował oprócz życia fizycznego, życie łaski. Przychodzi dzień kiedy zauważamy, że wokół nas są inne stworzenia i gdy zauważamy to poza sobą, nowe stworzenie rozwija się w nas. Jest święty i tragiczny moment przejścia z dzieciństwa do młodości. Stawiamy przed sobą problem naszej przyszłości. Nie mamy go rozwiązywać w wieku 15 lat, ale jest dobrze ukierunkować całe życie ku tej drodze, na którą Bóg nas wzywa. Od podążania za naszym powołaniem zależy nasze szczęście na ziemi i w wieczności”.
 „Co to jest powołanie? Jest darem Bożym, czyli pochodzi od Boga. Jeśli jest darem Bożym to powinniśmy się troszczyć, by rozpoznać wolę Bożą. Musimy wkroczyć na tę drogę: jeśli Bóg chce, nigdy nie wyważając drzwi, kiedy Bóg zechce, jak Bóg zechce”. 

 /Joanna Molla/

   „Wszyscy na świecie pracujemy w jakiś sposób służąc ludziom. My lekarze pracujemy dla człowieka bezpośrednio. Obiektem naszych badań i pracy jest człowiek, który staje przed nami, mówi nam o sobie i prosi: „pomóżcie mi” i oczekuje od nas potwierdzenia pełni swojej egzystencji. Jezus powiedziałby nam kim jest człowiek: nie jest samym ciałem… W ciele zamieszkuje duch, który jest nieśmiertelny. Istnieje przepaść między ciałem i duszą: są to dwie istoty różne, lecz zjednoczone. Co powiedziałby nam Jezus? Musicie podjąć za wszelką cenę troskę o ciało. Bóg w ten sposób wszczepił pierwiastek boski w człowieczeństwo, że wszystko co robimy, przyjmuje najwyższą wartość. Dzisiaj, niestety powierzchowność wkrada się również w naszą pracę. Leczymy ciała, lecz niejednokrotnie bez kompetencji”. /Joanna Molla/