Kiedy wychodzisz z wieczornej mszy, masz zamiar spędzić miły wieczór z domownikami i napisać coś na blogu i właśnie dowiadujesz się, że w dwóch domach masz Covid……Przekładasz w głowie wajchę na „ostry dyżur” i „pogotowie logistyczne”, wykonujesz w niej przegląd opcji i możliwe ruchy i dochodzisz do wniosku, że właśnie jest pat. W każdym wolnym kącie siedzi już jakiś bezdomny człowiek na kwarantannie. Znów trzeba zakasać rękawy i szukać wyjść. To tyle w działce „pobożność na trudne czasy”. Rozumiem, że wszyscy mają tego kowida lub mieli, że Pan Bóg nie może nas traktować wyjątkowo, ale może by tak po kolei, a nie na raz? I jeszcze z rozrzewnieniem myślisz o luziku w pewnym szpitalu ojczyźnianym. Tyle zamiast wielkich słów. Przynajmniej do jutra.