Magda wyjechała z Jankowic na Łopuszańską, a do Jankowic przyjedzie Agnieszka z Andrzejem. Renia wróci do chorych, na Potrzebną. Kołdra jak zwykle za krótka, a o klonowaniu Pan Bóg nie pomyślał. Bilokacja to też rzadkość i okazjonalnie. W sobotę z trudem wyjechałam z Warszawy i gdzieś za Radomiem poczułam się jak w domu. Życie na wsi ma swoje zalety, zwłaszcza wiosną i latem. I tak, pierwszy raz od miesięcy spędziliśmy z Arturem kilka godzin na dworze siedząc na jego huśtawce i patrząc przed siebie. Po prostu sobie siedzieliśmy słuchając ptaków i patrząc a to w dal, a to w niebo, po którym od czasu do czasu leciał samolot zostawiając białą kreskę. Arturowy Felek i łysy kocur walczyli o miejsce na naszych kolanach. W końcu osiągnęli remis i podzielili się terenem. No a potem real czyli trzeba było podlewać, co skrzętnie wykonaliśmy z pomocą Wojtka i Bożenki. Bo jak nie podlejesz, to nie urośnie, a to co urosło, wyschnie. Generalnie nad wszystkim trzeba popracować, żeby było. Prawda niby oczywista, ale ….nie dla wszystkich. „Sie należy” ma się mocno, nie tylko wśród bezdomnych.  Nad świętością też trzeba popracować. Niestety.

635-687

Mariusz, który przybył niedawno wybył z naszym rowerem. Cóż, drugi raz już i ostatni, korzystał z naszej gościnności. Szkoda, bo mógłby skończyć szkołę i zacząć normalne życie….dalej będzie ciekawie