Krótko, bo na dzisiaj się wyszalałam. Listy do p.Cecylii wyruszą jutro. Już sformatowane. A dzisiaj same atrakcje: nasz dzielny chór najpierw na mszy św. w Nagorzycach śpiewał, autystyk czytał lekcję, niepełnosprawny służył do mszy i szef tego bałaganu od niepełnosprawnych czyli p.Jacek/ojciec niepełnosprawnego Kuby zresztą/- przemowę w kościele na temat słabszych wygłosił, co sprawiło, że pół chóru się popłakało, a czy płakali parafianie nie doniesiono mi jeszcze. W każdym razie Pan Jezus przyszedł dzisiaj do tej parafii w sposób wieloraki. 

Potem chór wzruszył i rozbawił mieszkańców naszego domu w Jankowicach, zrobiwszy po drodze niespodziankę chorym w szpitalu w Opatowie, gdzie wpadliśmy na kilka minut-ot, tak, zaśpiewać na korytarzu parę kolęd. Leży tam nasza Sylwia. To znaczy młodzi śpiewali, ja na szczęście dla chorych nie.
Filmik z imprezki zamieszczę pewnie jutro. Jak na nas- wiejskich „zgredków” dzisiaj było gorąco. Średnia wieku tutejszej obsady nie jest niska. Pozdrawiam.