Listy do pani Cecylii nadchodzą. Jest już kilkanaście. W poniedziałek wydrukuję i wyślę.
Nasi goście- 11 mocno niepełnosprawnych młodych i ich opiekunowie szaleli dzisiaj na kuligu, a wieczorem, a jakże, dyskoteka. Artur też dołączył na chwilę. Jedna Pani opiekunka wysiadła, bo ma wyższe wykształcenie w kierunku niepełnosprawnych dzieci nie po to, żeby dzieciom pampersy zmieniać i ręce myć.
Pani wyjechała, a zastąpiła ją Magda, co co prawda też ma wyższe wykształcenie, ale najpierw to ma serce i zwykłą, ludzką życzliwość. No i Patrycja, niepełnosprawna dziewczyna, zmieniwszy opiekunkę zaczęła się uśmiechać!
A nasza Ewa, co w pierwszej klasie szkoły średniej jest i gimnazjalistka Marcysia po prostu są i pomagają i bawią się i myją przed spaniem. Egzamin zaliczony.
Ewa z kolegą Artur załapał się na tańce
Żaden papier nie jest potrzebny do bycia dobrym człowiekiem, pomocy słabszemu. Do bycia ojcem czy matką. Tego się uczymy na uczelni życia. Uczelni, w której siedzimy do końca życia. Albo wagarujemy. Ale nikt nas nie zostawi na drugi rok w tej samej klasie!
Produkcja specjalistów jest oczywiście potrzebna. Jednak w wychowaniu potrzebne jest zupełnie co innego niż wiedza z psychologii, socjologii i Bóg wie z czego jeszcze. Miłość i zdrowy rozsądek zakrapiane Ewangelią.
A wiedza- cóż, może pomóc, ale może także ……zaszkodzić. Człowieka nie da się poznać z podręcznika. Doświadczamy tego żyjąc z wieloma ludźmi, bardzo różnymi. I głowę daję, że moi bracia i siostry po wielu latach takiego życia mogliby doktoraty z psychologii pisać. Tylko nie daj Boże, kochani, żebyście to rzeczywiście zaczęli robić! Kto wtedy zmieni pampersa Patrycji? Kto posprząta toalety i będzie rozmawiał ze Stasiem, co to słów kilka tylko potrafi? Albo z umierającym alkoholikiem? Albo z chorą psychicznie matką?
Poczekajmy na niebiańskie uczelnie.Tam będą stopnie i dyplomy.
A ja czasami się uśmiecham, jak widzę na drzwiach: Ks.dr.doc.hab.mgr lic. A kogo to obchodzi? Babcinę, co przychodzi na mszę dać i dobre słowo usłyszeć? We wspólnocie Kościoła odgradzamy się tytułami. Nie chodzi o brak szacunku. Chodzi o to, że babcina może być większym magistrem od Pana Boga niż dr.doc.hab.mgr.lic.
Nad-obowiązkowo
Pośród ponad trzydziestu doktorów Kościoła, czyli świętych, którzy przyczynili się do głębszego zrozumienia Bożych Tajemnic są trzy kobiety, Całkiem nieźle, jak na nas- prawie 10%.
Św. Katarzyna ze Sieny-XIVw- analfabetka, która posiadła pod koniec życia w sposób cudowny umiejętność czytania i pisania Prze wiele lat, od dzieciństwa, szkoliła się poprzez modlitwę, posty, akty pokutne tak surowe, że jej matka nie mogła tego znieść. Oj, mamusia miała kłopot z córeczką o tak dziwacznych zachowaniu, A dzieci było 25 sztuk! Sic! Potem uczyła się w szkole służby najbiedniejszym, chorym, nędzarzom żeby wreszcie głosić Chrystusa ludziom. Do grupy przyjaciół, których zebrała wokół siebie należeli wielcy ówczesnego świata. Pisała listy do papieża, zachęcając go do powrotu do Rzymu/siedział w Avignonie i bał się ruszyć/, pośredniczyła między zwaśnionymi księstwami, w międzyczasie doznając mistycznych objawień i stygmatów.Papieże i kardynałowie, książęta i generałowie zakonów pytali ją o radę. A głowę do polityki miała tęgą, bo politologię też studiowała na modlitwie. Nic dziwnego, że po takiej robocie zmarła młodo. Aha- świetnie gotowała, nawet jeśli sama pościła. A swoją drogą nie było tak źle z tym równouprawnieniem w średniowieczu. Natomiast było źle z Kościołem, więc Pan Bóg babę posłał.
św.Katarzyna namawia papieża Grzegorza XI do powrotu z Avignonu do Rzymu
