Zawoziłam jedzenie ubogiej rodzinie. Ojciec alkoholik, matka niepełnosprawna umysłowo. Matkę z dziećmi trzeba stamtąd zabrać. Nikt nie chce zapłacić za jej pobyt w domu samotnej matki. My możemy ją wziąć dopiero w połowie grudnia. No i zawiesiłam się samochodem na ogromnym pustaku pod tym domem. Podpity tata razem z Mikołajem po wielkich trudach samochód postawili na kołach. No i mamy kolejny dowód na to, że dobre uczynki się nie opłacają /po ludzku/. Może dlatego są dobre?
Wysyp chorób i nieszczęść. I światełka w postaci pary naszych niepełnosprawnych mieszkańców, którzy pokochali się i udało im się wynająć jakiś kąt, żeby wspólnie zamieszkać. Czy dadzą sobie radę? Zobaczymy. Miłość czyni cuda.
Odkrycia kolejnych awarii /woda w przedszkolu i świetlicy/ i grzybów na ścianach powodują chęć ucieczki do dżungli, gdzie szałas za dom wystarczy, a za toaletę – dołek.
Nasza słabość paradoksalnie jest siłą, bo polegać możemy jedynie na Bogu.
Póki Mojżesz trzymał ręce wzniesione w geście modlitwy, póty słabsi Izraelici wygrywali z Amalekitami. Gdyby nam wszystko szło jak z płatka …..nie doświadczylibyśmy mocy Bożej. Problem w tym, że jak jej doświadczamy, to łatwo uznajemy, że to przypadek. No i jak ten Pan Bóg może z nami wytrzymać?
John Everett Millais – Aaron i Chur podtrzymuja ręce Mojżesza w czasie walki z Amalekitami
