Inżynier wrócił wczoraj z ciężko chorym księdzem Jackiem i Zygmuntem z żebrów na południu Polski. Nasza francuska siostra z paniami z przetwórni dokonała rzeczy niezwykłej. Uporządkowała sporą część kiermaszu z używaną odzieżą. Problem w tym, że z tony otrzymywanej przez nas odzieży mniej więcej 30% nadaje się do rozdania mieszkańcom lub sprzedaży jako cegiełki na utrzymanie naszych domów. A co z resztą? Z resztą trzeba sobie poradzić. Na szczęście jest firma, która skupuje za grosze takie ubrania i przerabia na czyścidła do maszyn. Przynajmniej nie płacimy za śmietnik. Ale robota potworna.
Nieustające remonty. W pewnym budowlanym supermarkecie powinnam mieć łóżko i catering za friko. No i kaplica by się przydała. Nie musiałabym tam codziennie dojeżdżać. Widać już jednak światełko w tunelu. Zawalona łazienka w jednym z domków prawie gotowa. Zamieszka tam matka z dwójką dzieci. Mieszkańcy Jankowic będą mieli kinkiety nad łóżkami. Przy ostatniej tam wizycie odkryłam wspaniałe wynalazki w postaci ręcznie montowanych nocnych lampek podłączonych do gniazdek poprzez sztukowane kable. Pomysłowość mieszkańców nie zna granic. Co jakiś czas robimy przegląd i, mimo protestów, likwidujemy urządzenia niebezpieczne. Hitem było niegdyś urządzenie grzewcze w postaci spirali w drewnianej ramce podłączonej do prądu. To wytwór bezdomnych Francuzów. Polacy są świetni w gotowaniu wody w szklance przy pomocy żyletek. Trochę moda na to przeszła, bo o żyletki trudniej. Przypomina mi się historia z Belgii. W jednym domu mieszkała ekipa polska/nasi mieszkańcy pomagali w remoncie/ i bezdomni Belgowie. Nikt nie miał papierosów. Polacy wyszli do parku, pozbierali puszki i kupili sobie papierosy. Belgowie siedzieli i narzekali, czekając na zasiłek. Dostatek rozleniwia i zabija inicjatywę.
Jeden z mieszkańców na Łopuszańskiej obchodzi Święto Namiotów. Tomasz pilnuje, żeby nie zamarzł, bo modli się w nieogrzewanym kontenerze, a człowiek jest niepełnosprawny. Nocą jest jednak bardzo zimno. Co by nie powiedzieć, trzeba chcieć.
Kiedy wszyscy są już tak zmęczeni, że nie mają siły się odezwać, wracam myślą do św. Jana Bosco, który kiedyś ze zmęczenia przewrócił się na ulicy. Przecież nikt nam nie obiecywał wczasów na gorących wyspach. W takiej sytuacji sztuką jest nie warczeć na siebie i innych. I wspomnieć, że miliony ludzi w Azji czy Afryce  pracuje za nędzne grosze po 16 godzin dziennie. Dzieci także. Nie z wyboru, tylko, żeby przeżyć. Często jako niewolnicy za długi. Nie są zdolni wieczorem do wzniosłych myśli i pobożnych westchnień. Bez względu na ich religię. Pozostaje ofiarować Bogu zmęczenie w łączności z tymi naszymi braćmi. I skorzystać z pierwszej okazji do odpoczynku.                 
                                              

       
Chiny 13 l                                        Pakistan 7 l
         
                                                     Indie, fabryka guzików 13 l  

                                             

      

                                          Nowa Gwinea- kopalnia złota 4 l

„Na człowieka sytego pracują setki głodnych, niedożywionych, wyzyskanych, żyjących w poczuciu krzywdy społecznej, niesprawiedliwości i doznanego zawodu; są to ludzie, o których nie wolno zapominać, gdy siadamy do stołu.” Kard.Stefan Wyszyński