Bieganie w upale to dola wszystkich Polaków w tych dniach. Oprócz tych, którzy są na wakacjach. Wieczorem zrobiło się trochę chłodniej, a jutro ma padać, bo właśnie jutro ma przyjechać z trudem znaleziona i wybłagana koparka do wyrównywania terenu. A jak u nas pada, to robi się straszne błoto. I polowanko na koparkę trzeba będzie powtórzyć. Liczę na cud podwójny: że padać jednak nie będzie i koparka rzeczywiście przyjedzie. Tutaj „jutro” to pojęcie dość szerokie.
W sobotę byłam na spotkaniu urodzinowym koleżanek z liceum. Wszystkie w tym roku kończą X…. lat i pomysł miały, żeby to wspólnie poświętować. Imprezka odbyła się w odkupionym przez rodzinę jednej z „dziewczynek” dworze. To był kiedyś ich własny dwór. Byłyśmy w Liceum  Niepokalanek w Szymanowie lat temu ponad czterdzieści. „Dziewczynki”- tak do nas mówiły i nadal mówią, jak nas widzą, siostry- całkiem w formie. Powrót do korzeni. Goszczącej nas rodziny- do domu rodzinnego, nas wszystkich – duchowo, do miejsca, które nas ukształtowało na całe życie. Choć drogi mamy  różne, aleśmy szymanowianki. I ogólna wdzięczność dla sióstr, które poświęciły życie żeby „dziewczynki” wychowywać. Stwierdziłyśmy, bez skromności, żeśmy wychowane całkiem nieźle. Siostrom się po prostu chciało, mimo, że wtedy nam się nie chciało. Nadzieja dla wychowawców.Za czterdzieści lat was docenią!
Nasz Kamilek, który do Zochcina z płaczem wjechał, że tak daleko i w  ogóle pustynia, powiedział mi kilka dni temu: ja nie mam zamiaru stąd tak szybko wyjeżdżać. Załapuje korzenie. Jak załapie, to może pójść w świat ze świadomością, że zawsze będzie nasz. Do tej pory był numerem w kartotece instytucji opiekuńczych.
I tak sobie myślę, kiedy dzień za dniem zlatuje na szarych czynnościach, czy przypadkiem sens  tkwienia w Zochcinie nie leży w dawaniu korzeni tym, którzy ich zostali pozbawieni. Coś jak odkupienie rodzinnej siedziby od państwa, które ją zabrało.