Niby wakacje, a żyjemy w tempie hiszpańskiej drużyny piłkarskiej. Chłopaki biegały jak oszalałe, co oglądaliśmy z dziećmi pilnując Artura, który miał wczoraj ciąg ataków padaczki. No, może ja nie cały czas, bo….przyznam się do świętokradztwa. Szybko mnie nudzi oglądanie grupy dużych chłopców biegających po zielonej trawce za okrągłym balonem. Ale rozumiem, że można to lubić. Najbardziej lubi nasz Józio, który codziennie biega 3 km do znajomych gospodarzy dzielących z nim uwielbienie dla piłki nożnej.Chłopaki mają telewizję satelitarną, ale pozwalają Józiowi oglądać 1 mecz dziennie, bo oni wolą filmy. Józio nie wie kto z kim gra i kto wygrał, ale samo oglądanie wprawia go w euforię. Pozbawiony tej radości staje się agresywny i nieznośny. Nałóg to nałóg. Józio jest Ślązakiem. Kiedyś, kiedy zajmował się kurami, wpadł do mnie wieczorem rozdygotany, wrzeszcząc:siostro- kokot umarł! Zdębiałam i przebiegłam w myślach listę mieszkańców, usiłując przypomnieć sobie, który ma przezwisko „kokot”. Akurat wtedy mieliśmy parę odejść ludzi chorych i starszych w naszych domach, ale u mnie wszyscy w sile wieku! Zgroza była tym większa.Dopiero po chwili załapałam, jak Józio zaciągnął mnie do kurnika, a nie do domu mieszkańców. Po prostu zdechł kogut.
Kury ma teraz pod opieką Zygmunt zwany „jednorękim bandytą”. Panienki są wypasione, czyściutkie i dopieszczone. Niosą jajka jak zwariowane. A Zygmunt wzbudza nasz podziw w kwestii radzenia sobie jedną ręką. Wszystko robi, jakby miał trzy. A jak tańczy! Widzieliśmy to w zeszłym roku na obozie międzynarodowym w Zochcinie. Był najlepszy. I jest zawsze pogodny i usłużny. Z kolei Wojtek został dzisiaj najprawdziwszym dziadkiem.Cieszy się niezmiernie. Od pewnego czasu nawiązał kontakt z rodziną i w sierpniu wraca do Warszawy. Dostał mieszkanie socjalne. Moja prawa ręka w „utrzymaniu terenów zielonych”, złota rączka i oddany przyjaciel domu. Biada trawnikom, iglakom i warzywom. Tomaszek wędrownik- bohater wielu postów, jest znów z nami od kilku miesięcy. Pomaga w kuchni i niebawem dostanie rentę. Już zapowiada, że jak tylko dostanie, to idzie na wędrówkę.Nałóg to nałóg. Przynajmniej będzie miał za co żyć. I pewne za jakiś czas znowu wróci do domu czyli do nas.Nasze chłopaki. Są nam tak samo potrzebni jak my im.
