Dzisiaj znów dwie osoby prosiły o ratunek dla ofiar alkoholu. Żona, której mąż zapija się praktycznie na śmierć i brat, którego siostra cierpi z powodu męża alkoholika. Straszna to choroba i w rzeczywistości śmiertelna, jeśli nie jest leczona. Mamy z nią do czynienia od lat, bo prawie wszyscy mieszkańcy naszych domów są bezpośrednio lub pośrednio ofiarami alkoholu.
W codziennej bieganinie w niezwykle dobrych sprawach tracimy często dystans. To nie takie proste – głębokie, serdeczne, zaangażowanie i ciągła pamięć o tym, że nawet włosy na naszej głowie są policzone, że jest Ktoś, kto idzie obok nas. Jakoś tak jest, że siła naszej modlitwy wzrasta wraz z kłopotami.Może gdyby wszystko szło gładko uznalibyśmy, że jesteśmy samowystarczalni? Chrystus jest Panem historii, także naszej, osobistej. Dlatego wszystkim zmęczonym i przygniecionym troskami moim współpracownikom i czytelnikom proponuję przysiąść na chwilę, rozejrzeć się dookoła i wypić spokojnie herbatę. Mój kocur z wrzaskiem domaga się głaskania a Artur bułeczki. I to jest najważniejsze
/w kolejności najpierw Artur, potem kot/. A potem pójdę do kaplicy. Niech się Pan Jezus trochę pomartwi razem ze mną o dzieciaki, pieniądze, kontrole i zepsute urządzenia, domy, warsztaty i świetlice. O dobrych i nie najlepszych, biednych i bogatych. Pozdrawiam s.M
