Stan zwierzątkowa powiększył się o Papcię. Papcio/zakładam, że płeć ma męską, ale szansa na to jest 1/2/ jest oczywiście bezdomną sierotą. Było ich dwie, sieroty jeżowe, ale przeżył tylko on. Drugi jeżyk był zbyt chory i nie udało się go uratować. Mleko kozie co kilka godzin i pewnie zaraz będę muchy łapać i dżdżownice kroić. Na szczęście z mlekiem nie ma kłopotu, bo sąsiad ma fermę kóz. Jeże nie trawią laktozy z krowiego mleka, o czym mnie poinformował miły weterynarz z pogotowia jeżowego. Zwierzaki też mają swoje problemy. Pijemy sami!!! Jak kociak.
Wszyscy dzisiaj łapią oddech i leniwie przeciągają się po podwórku. Chłopaki pracują też w soboty. Sezon budowlany jest u nas krótki. „Sorry, taki mamy klimat.”
Dzięki obecności ks.Artura mieliśmy w czerwcu litanie do Najśw. Serca Pana Jezusa. Uświęcone przez pokolenia modlących się tradycyjne nabożeństwa są ciepłym powiewem dla duszy. Do tego świadomość, że tysiące ludzi modli się w tym czasie tymi samymi słowami i przypomnienie o co chodzi: Bóg ma serce. Dobre serce.
Okazując serce bliźniemu jesteśmy …..jak On. Pozostaje tylko jeden mały problem: Otóż Bóg ma serce dla każdego człowieka na tej ziemi, a my, cóż, zwykliśmy serducho mieć na dłoni tylko dla przez siebie wybranych, tych, których uważamy za godnych. Bóg zaryzykował!
Może cała tajemnica miłości polega na tym, żeby „obcym”, „innym”, „niegodnym” okazać serce. Świat nazywa to naiwnością. Bóg nazwał to Swoim Synem, Jezusem Chrystusem.


Nadal czekamy na uchodźców z Syrii. Serce przegrywa z biurokracją. Pozornie.
Nad-obowiązkowo
Kobieta po przejściach – św.Małgorzata z Youville.

Osierocona przez ojca w wieku 7 lat, do szkoły chodziła tylko dwa lata. Potem musiała zająć się licznym rodzeństwem. Wyszła za mąż za pijaka i łajdaka. Po jego śmierci musiała spłacać liczne długi. Z sześciorga jej dzieci przeżyło tylko dwóch chłopców. Obaj zostali księżmi.
Owdowiawszy, po zapewnieniu wychowania i edukacji synom poprzez ciężką pracę, oddała się całkowicie pomocy ubogim. Coraz głębiej odczuwała współczucie i miłosierdzie Boga i starała się je przekazywać wokół siebie.Do swojego domu przyjmowała ubogie kobiety. Fatalna opinia męża ciążyła na niej do tego stopnia, że obrzucano ją kamieniami i lżono na ulicy, a nawet odmawiano Komunii św.
Wraz z kilkoma innymi paniami złożyła prywatne śluby służby ubogim. Z tej biednej grupki o gorącym sercu wyrosło zgromadzenie zakonne. Otworzony szpital wkrótce zasłynął z dobrej opieki nad ubogimi chorymi, jako miejsce azylu dla wszelkiej ludzkiej nędzy. Budynek spłonął, kiedy Małgorzata miała 64 lata. Nie załamała się, lecz przystąpiła do odbudowy.
Założyła pierwszy sierociniec w Ameryce, farmy dla zmarginalizowanych, prywatny system ubezpieczeń na starość dla kobiet, stypendia dla ubogich kleryków. Całe swoje życie oparła na ufności w Bożą Opatrzność i wyznała, umierając, że nigdy się nie zawiodła.
Wyszła za próg i czyniła dobro. Zaczynała tam, gdzie była, taka, jaką była. Nic niby nadzwyczajnego.
W 1959 r.papież Jan XXXIII nazwał tę prostą kobietę „matką powszechnego miłosierdzia”. Kanonizowana przez Jana Pawła II w 1990 r.
