Trzy dni kosili chłopaki w Nagorzycach trawsko i żywopłoty, tak porosło przez deszcze. Wiadomość, w którą nie mogę uwierzyć: dach na domku dla “naszej rodziny” prawie skończony. Cztery miesiące szukania i oczekiwania na dachowców i mamy. Cóż to jest wobec wieczności! Teraz to już z górki. Przed zimą powinien być koniec, bo nasi pracują cały czas. 
Artur miał wybieg w Warszawie. Było ZOO ze słoniami i małpami w roli głównej i na deser balony.
Takie ogromne!!! Po powrocie na Łopuszańską natychmiast wypuszczone w powietrze, żeby dostać następne. Całą noc nie spał, aż raniutko któryś z mieszkańców kupił mu takie zwykłe, cały pęczek. Gdzie to dostał o 6 rano, nie mam pojęcia. Przez chwilę się zadowolił. Na szczęście w Raszynie jest hurtownia tego sprzętu, którą zresztą znam od lat, bo kiedy mieszkaliśmy w Warszawie często kupowałam mu tam całe stosy. Nabyliśmy nowe/dwa oczywiście/, tym razem to był Scooby! i mocno przywiązałam je w bagażniku. Dotarliśmy jakoś do Zochcina wczoraj wieczorem, zręcznie omijając sklepy z innymi gadżetami. Cóż, po kilku godzinach radosnego chwalenia się na podwórku puścił z ręki sznurek. Jeśli jakieś psy idą do nieba, to te poszły.  Biedak nie może pojąć, że nie wrócą. Niektóre nasze decyzje są nieodwracalne w skutkach. /Oj, gdyby tak człowiek mógł do nieba się dostać przez wypuszczenie sznurka!/
Szczęście ziemskie bywa ulotne. Nie wie, że mam zapasik nie nadmuchanych, które trzymam na zupełnie czarną godzinę. Pani w sklepie podała mi zawinięte w papier, żeby nie widział. Dostał co prawda w prezencie kasę na przyjemności, ale każda kasa ma swój koniec. Nawet autystyk musi się z tym liczyć. Pozostaje nam Felek. Na szczęście sierściucha nie da się wypuścić w powietrze, a wręcz przeciwnie, śpi z nim w łóżku. Jednak co oryginał to nie atrapa. 

Ruchy wojsk naszych są ciągłe. Pani Basia z Łopuszańskiej dostała po 4 latach mieszkanie. Ze łzami w oczach dziękowała za pobyt. Osoba już niemłoda, gdyby to mieszkanie przyszło chociaż 3 lata wcześniej – jej życie już dawno byłoby ułożone. Teraz trudno jej będzie się zaaklimatyzować. 
Do Zochcina powrócił Stasiek. Jak zwykle- odchodząc wmawiał sobie i innym, że tak, że owszem, że pracę znalazł itd….Było, jak mu mówiłam. Pojechał, pił i wylądował na lodzie. Zaczynamy od początku. A z Berlina mamy Anikę. To “nasze dziecko” czyli córka Wolfganga i Karin ze Wspólnoty. Jak te dzieci się starzeją! Już dorosła.  No i z Rumunii Teofan na wakacjach. Przesyłka od naszego padre Tanase, tego co 300 sztuk sierot ma w swoich wioskach. Chłopak mówi świetnie po angielsku. Można, drogie dzieci, nawet w rumuńskiej wiosce w środku Karpat? Można! Jak się chce, wszystko można. Marzy, żeby zostać prawnikiem. Wierzę, że zostanie. 

I na koniec- żeby nie było tak słodko, to bus, którym mieliśmy dowozić dzieciaki do przedszkola “się popsuł”. Kazałam przed jazdami zaprowadzić na przegląd, bo to dzieci, a pan się za głowę złapał.
Houston, mamy problem. Kolejny do kolekcji. Problem, nie samochód. 

Nasza Lola z Potrzebnej problemów z bryką nie ma. Cezary musi ją bardzo prosić, żeby pozwoliła mu zająć miejsce kierowcy i wozić jej rudą pupcię, bo przecież nie ma prawka-jeszcze. Wszędzie z nim jeździ: z chorymi, po zakupy i jest z samochodu nieusuwalna. Najwierniejszy członek Wspólnoty?

Nad-obowiązkowo



Na­leży przyz­nać, że szczęście w tym życiu opiera się na nadziei no­wego i zu­pełnie in­ne­go życia; jest się szczęśli­wym wte­dy, gdy blis­kie jest uobec­nienie tej nadziei.B.Pascal   


Tylko ten może wypełnić szczęściem ludzkie serce, kto je stworzył. /NN/


 Bóg nie może nam dać pokoju ani szczęścia poza sobą samym, bo ani pokoju, ani szczęścia poza Nim nie ma. To niemożliwość./CS.Lewis/    
Przykro mi, ale żeby tu wejść trzeba wyznawać jakąś religię




Pod oknami plebanii młody człowiek próbuje odpalić motor. Po kilku próbach zaczyna siarczyście kląć. Słyszy to proboszcz stojący na balkonie i woła:
-Zamiast przeklinać, radzę pomodlić się krótko:”Boże, dopomóż!”
-Boże, dopomóż -wrzasnął młodzian i motocykl zaskoczył.
-Nigdy bym w to nie uwierzył!-westchnął zdumiony  proboszcz

Młodziutki ksiądz został wikarym w parafii. Ksiądz proboszcz czuje się odpowiedzialny za jego formację.
-Drogi księże, mógłbym wiedzieć, jaki będzie temat niedzielnego kazania?
-Mam zamiar mówić o dobrym wykorzystaniu pieniędzy i cnocie oszczędności.
-Uff, to bardzo dobrze. Ale w takim razie tacę musimy zebrać przed kazaniem. 

czytaj, komentuj