Większość pracowników zaszczepiona. Tylko Warszawa nie może się doczekać. Choć, po długim namyśle władz wszelkich, którym w myśleniu też pomagałam, personel schronisk dla ludzi bezdomnych wpadł do grupy zerowej. Wpadł, ale jeszcze nie wypadł, a przynajmniej nie wszędzie. Czekamy cierpliwie, zamknięci w stołecznych domach od roku prawie. 10 pracowników przechorowało. Ponad 50 mieszkańców takoż. O szczepieniu mieszkańców już mi się nawet myśleć nie chce, bo kolejna walka. I tylko ciągle ta myśl paskudna: dlaczego to my musimy walczyć, a ci, którym powierzyliśmy nasze sprawy jako obywatele – nie walczą o nas? W końcu też niosą odpowiedzialność. Nie tylko w kwestii epidemii, ale tak generalnie. Odwrócona kolejność rzeczy. Zamieniliśmy nasze życie braterskie, społeczne w instytucje od wszystkiego czyli do niczego.


Podobnie sprawa się ma w Kościele. Zamiast walki z……może by tak walka o….. człowieka. Tego z problemami, tego słabego, tego pełnego wątpliwości, bólu. Nieznośnego, niegrzecznego, głupiego i co tam jeszcze. “Człowiek drogą Kościoła”. /JPII/


W Krakowie, po wielu zabiegach, udało się umieścić p. Henia w hospicjum. To Marcin, Miki i Błażej. A było niełatwo, bo pan ruszyć się z naszego domu nie chciał, a tu nie byliśmy w stanie mu więcej pomóc. Co chwila jazdy do szpitali, powroty itd. Jankowice- na wiochę nie pójdzie, szpital onkologiczny- jeden z najlepszych w kraju- nie, bo nic mu nie jest itd. No i miejsce znaleźć w hospicjum, jak się już udało przekonać, niełatwo było. Wymaga specjalistycznej opieki. Pomoc społeczna łapki umyła, boć epidemia i higienę zachować trzeba. Instytucja.


Niektórzy z naszych mieszkańców /i mieszkanek/ mają mamusie. Niby nic nadzwyczajnego, dobrze, że mają mamusie na pełnych obrotach. Moja już dawno nie żyje. Problem w tym, że mamusie czują się mamusiami swoich niuniusiów i niuniuś jakby mieli oni po pięć lat. A mają lat liczonych w kilku dziesiątkach, Oczywiście do domu dzieciaczków nie wezmą, bo dzieciaczki przez lata im za skórę zalazły, chlały, kradły, kłamały, dzieci rodziły i porzucały i- generalnie, wyprawiały. Natomiast do nas dzwonią, sprawdzają, grożą, urągają i skargi piszą: czy ma skarpetki, majteczki, czy bierze leki, czy nie jest głodny, trzeba go-ją przytulić, dlaczego musi wstać i przyjść na śniadanie o określonej godzinie, dlaczego nie wolno wychodzić kiedy i gdzie się chce. / nie wolno z powodu koronawirusa oczywiście/. My mamy zrobić z ludzi pokiereszowanych, z rozbitym życiem, ministrantów i bielanki. I to szybko. A dzieciaczki manipulują mamusiami, bo w tym są dobre. I tylko żal tych mamuś, bo w rzeczywistości ich umęczenie niczemu dobremu nie służy. Z pewnością dzieciom w wyjściu na prostą nie pomaga. To błędne koło współuzależnienia.


Z tacą- nie talerzem, a tacą- pełną kanapek niuniuś dzwoni do mamusi, że jest głodny. No i mamusia pisze skargi, maile, grozi, dzwoni, przywozi zapasy. A my tracimy czas i powoli-cierpliwość. Zabawa na całego.


Kiedyś był u nas na wsi mieszkaniec, który obleciał wszystkie schroniska w Świętokrzyskim. Na każde pisał skargi do Wojewody. Chcąc nie chcąc urzędnicy musieli przyjeżdżać, sprawdzać, bo “obatel” ma prawo się skarżyć, a władza musi czuwać. No i miłe panie, które znały gościa poprosiły nas żebyśmy go przerzucili do innego województwa, bo one już wymiękają. Prośbę spełniliśmy. Wszyscy tutaj odetchnęli z ulgą. Niech inni też się trochę pomęczą, a co? Dobrze, że mamusi nie miał.


Oczywiście, każde rozbite życie można skleić, tylko klej musi złapać powierzchnię odpowiednio przygotowaną i chętną do jego przyjęcia. Nikt za człowieka tego nie zrobi. Ani mamusia, ani my.


Człowiek jest co prawda drogą Kościoła, ale bywa, że droga jest wyboista. Wpaść można w dziury, pogubić felgi. A ten Kościół, którego drogą jest mój bliźni, to nie ławki, obrazy, rzeźby, ołtarz -nawet Wita Stwosza, to nie instytucja, ale każdy z nas. Trudna zatem droga poprzez bliźniego. Że też ten Pan Bóg nie mógł inaczej, tylko nas ze sobą związać miłością. Ale, uczciwie rzecz biorąc, sam się też związał. Aż do śmierci na Krzyżu. Do Nieba nie dotrzemy w luksusowej limuzynie prosto z salonu. Trzeba podjąć ryzyko jazdy po wertepach, najlepiej dużym busem, żeby się zmieściło wielu. Prestiżu nie ma i trzęsie potwornie.

Artur ma od wczoraj dni świra, więc w Nagorzycach ćwiczenia praktyczne zaliczyliśmy. Jazdę w Rajdzie Safari. Pewnie jutro już mu przejdzie. Czasem ten typ tak ma. Potem jest znów słodki, a kochany zawsze. Ale dzisiaj wyglądamy tak:

zdjęcie- Wiki

Nad-obowiązkowo


Rozmowa z połamanym Chrystusem bez nogi szukającym pracy jako inwalida.

-A kto to jest instytucja?
-Instytucja, Panie, to najnowszy wynalazek służący do tego, aby się bronić i zasłaniać. ….Jest wielkim usprawiedliwieniem, którym się wszyscy zasłaniają. “Proszę posłuchać, gdyby to ode mnie zależało, natychmiast dałbym mu posadę. Ale proszę zrozumieć, że ja tu jestem nikim; jestem tylko pracownikiem; że wszystko zależy od instytucji….do niej należy decyzja.” I gdy to tak wytłumaczyli, czują się już bardzo uspokojeni, ponieważ uwolnili swoje sumienie od odpowiedzialności i zrzucili całą winę na instytucję.
-Więc rozmawiajmy z instytucją
-Niemożliwe, Panie. Instytucja egzystuje, lecz nie widzi się jej. Decyduje i wymierza kary, ale nie ma serca. Instytucja jest wygodną wymówką, aby uniknąć kłopotów i osobistej odpowiedzialności. Instytucja to wszyscy i nikt.
Przebacz mi, że się wtrącam do tego, co do mnie nie należy; lecz nie wiem jak to urządzisz, aby w dniu Sądu zażądać odpowiedzialności od instytucji; gdyż potem nikt już nie wie nic. …Wszystko się rozpływa i ulatuje z dymem w sposób tajemniczy.
“Mój Chrystus połamany”
R.Cue Romano SJ wyd.Regina Poloniae