Kurzy strajk trwa już dwa miesiące. Okazuje się, że nie tylko u nas. Ani jednego jajka. Kochane kury, wywieście chociaż postulaty! Wstyd, żebyśmy kupowali jajka w supermarkecie, kiedy jest was 80 sztuk. Może zastosujemy groźbę modną ostatnio- kary najwyższej?
Artur oszalał. Z radości. Dostał pieska. Mały, czarny kundelek ze schroniska. Mocno jeszcze znerwicowany, ale łagodny jak baranek. Jak orzekły nasze dzieci- pies jest po przejściach, ale w naszym domu wszyscy są po przejściach, więc pasuje do bandy. Artur zrywa się rano /nie do uzyskania do tej pory/, zakłada smycz, idzie na spacer, pokazuje wszystkim, głaszcze,  przytula i karmi. To znaczy nie wiadomo, kto kogo przytula, bo śpią razem, głowa w głowę, ręka w łapę. Na razie jeszcze nie jedzą z jednej miski. Żebym to ja wiedziała, że tak będzie, to od dawna by psisko w domu było. Kot natomiast ma na temat przybycia psa do domu  zdanie zgoła odmienne. Obrażony po ostatni, rudy włos.
Tak to biedak z biedakiem się rozumieją, a bogaty tłuścioch rzuca się z pazurami, jak biedaczysko obwąchuje mu miskę albo przechodzi obok ulubionego fotela.
Dwa bezczelne olbrzymy, bez kompleksów- Szendy i Szaman znajdują przyjemność w straszeniu Felicjana czyli Arturowego Felka. Stają obok niego i patrzą z lubością, jak mały kurczy się ze strachu. Jak pani w urzędzie, przed którą korzy się  biedna staruszka, co nie może pojąć o jaki to papierek chodzi, ale  dobrze wie, że od łaski urzędu zależy, czy dostanie  zapomogę i czy trzeba będzie jeszcze raz jechać kilkanaście kilometrów.
Nad- obowiązkowo
 Św. Brygida Irlandzka z Kildare- VII w. tak ochoczo rozdawała ubogim dobra założonego przez siebie klasztoru, że często nie było w nim jeść. Kiedy w takim właśnie momencie siostry dostały wiadomość, że zbliżają się z wizytą wielebni biskupi, wpadły w panikę. Brygida, zachowując zimną krew, kazała jednej poprosić kury w kurniku o dodatkowe jajka,drugiej- krowy w oborze o bonus w postaci mleka, a kolejnej -drzewa w sadzie o jabłka. Wielebni nigdy tak dobrze nie zjedli, jak tego dnia.
  A to krzyż św. Brygidy. Kto zna o nim legendę?

 
Św. Roch/XIII w/ jako młody człowiek zaangażował się w ratowanie chorych na dżumę w czasie epidemii w Rzymie. Kiedy sam się zaraził, odszedł na pustkowie, żeby swoją osobą nie obciążać szpitala. Znalazł go tam pies, który lizał jego rany i codziennie przynosił zwędzony swojemu właścicielowi chleb. Zaintrygowany zachowaniem psa jego pan, poszedłszy kiedyś za zwierzakiem, odkrył przyczynę. Pozostali z Rochem aż do jego wyleczenia obaj-pan i pies. Potem we trzech powrócili do miasta żeby dalej wspierać zadżumionych.