Oczywiście jesteśmy zablokowani przez śnieg. Pewna pani przyszła wczoraj z błaganiem, żeby zabrać ją i dzieci, bo mąż dziecko bije. Znamy tę panią, ale, że nigdy nic nie wiadomo, na wszelki wypadek zabraliśmy ją i dzieci, biegiem uprzednio przygotowawszy dla nich mieszkanie. No i dzisiaj rano „się zaczęło”. Pani zażądała natychmiastowego odwiezienia do kochasia. Na nic argumenty, że droga nieprzejezdna. Zdesperowana zostawiła malutkie dzieci i poszła na piechotę /ok 8 km/. Wróciła z kolejną awanturą i informacją, że spotkany po drodze człowiek powiedział jej wreszcie prawdę: siostra krzyczy i zabiera pieniądze matkom. A w ogóle to ma jakiś interes, żeby jej nie odwieźć. Od dłuższego czasu wspieramy tę rodzinę materialnie- żywność, opał itd. No, cóż, poradziłam jej, żeby znalazła sobie kierowcę, który podejmie się ryzyka wyjazdu w taką pogodę. Ulitował się sąsiad mieszkający bliżej głównej drogi /przypuszczam, że nade mną/. Rozbudzone dziecko i drugie- w letniej kurteczce i bucikach, bez czapki, zawlekła przez zaspy do sąsiada, który w końcu też utknął w śniegu. Nasi panowie go wypchali i – mam nadzieję – troskliwa mamusia dojechała w objęcia kochasia. A sąd zastanawia się jeszcze…….Mają  pecha dwie małe dziewczynki.Źle się urodziły !
Podziwiam czasami determinację ludzką w głupocie. Gdyby tak przełożyć zwrotnicę i skierować ją w dobrym kierunku?
Nasza francuska siostra kaprysiła od dawna, że te polskie zimy, o których słyszała, to legendy. Dzisiaj jej przeszło. Ma dosyć. Panom odpadły ręce od rycia w śniegu korytarzy między domami. Inżynier w Jankowicach miał tylko 5 papierosów. Oj, zapomniał biedak o przezorności.
Ale oprócz oczywistego piękna zaśnieżonego krajobrazu, nerwów, czy dojedzie cysterna z opałem/dzisiaj nie dojechała/ i stresu, co za chwilę wysiądzie/tylko prąd w Nagorzycach, na krótko/- konieczne ograniczenie aktywności zwraca nas ku Bogu. To jednak mądrze wymyślone, te pory roku. Przynajmniej w tej szerokości geograficznej. Jest na co czekać. Na Święta, na wiosnę. Czekanie to nadzieja. Artur już zobaczył na jakiejś czekoladce św. Mikołaja i zaczynamy sezon awantur o prezenty.
Na co mamy nadzieję? I czy w ogóle jeszcze nam się chce ją mieć? Bo nadzieja wymaga wysiłku niezgody na to, co jest i pracy nad przemianą tego co jest, na lepsze. Niezgody pełnej pokoju serca. Niezgoda nie jest buntem! Paradoks? Bóg nie zgodził się ze złem, dlatego posłał Swojego Syna.
Można tkwić w zaspie i płakać. A można wysiąść i próbować samochód odkopać. Wreszcie można go razem z innymi – wypchnąć.

Gdybyśmy lepiej i mądrzej patrzyli,
Jeszcze kwiat nowy i gwiazdę niejedną
W ogrodzie świata byśmy zobaczyli.   
Niektórzy mówią, że nas oko łudzi
I że nic nie ma, tylko się wydaje,
Ale ci właśnie nie mają nadziei.
              Cz. Miłosz- Nadzieja