Mój komputer odmawia współpracy z siecią w Warszawie. Widać, jak ktoś jest z Zochcina, to mu stołeczność nie służy. Piszę na emerytowanym warszawskim.
Nareszcie mogłam spędzić chwilę w domu dla chorych na Potrzebnej. Św. Józef wita wchodzących. Od razu cieplej się robi. Chociaż może wobec upałów to nie najlepiej. Oglądałam nowo zrobiony magazyn żywności- wyłożony kafelkami. Mieszkańcy na dworze korzystali z chłodniejszego wieczoru. Teren ładnie zagospodarowany, trawka przystrzyżona, czyściutko. Potem w domu dla matek w Brwinowie – jak zwykle u mateczek, śmieci i porozrzucane sprzęty i zabawki, a dwa dni trwały negocjacje w sprawie wytarcia ceraty na stole i zebrania porzeczek na kompot dla dzieci. W kuchni wzięciem dyżurujących cieszy się zupa w proszku. Zagotować wodę i wrzucić torebki do gara. Ela, nasza młoda ze Wspólnoty, która zastępuje Tosię i Mikołaja w czasie ich urlopu, załamana wezwała mnie na pomoc. No i posprzątane, a jutro może będzie obiad. Na szczęście jest tam od kilku dni normalna mama. Import z Czeczenii. I ona robi większość prac.Inne panie są owocem wspaniałych osiągnięć systemu wychowawczego domów dziecka. Nieszczęście polega na tym, że same teraz mają dzieci. I kółko się zamknie. Własnego, niezaspokojonego pragnienia miłości i ciepła nie są w stanie przelać na dzieciaki. Zawiedzione przez mężczyzn, sfrustrowane, często rzucają się w kolejne, pierwsze z brzegu ramiona. Na ogół nie są to ramiona właściwe. I tak się to ciągnie. Co możemy zrobić? Oprócz wsparcia, dachu nad głową- nic. Gdyby tak zrozumieć, że jest Ktoś, kto kocha bezgranicznie?To trudne. Czasem niemożliwe, bo brak podstawowego doświadczenia miłości, które bierze się z dzieciństwa. Dlatego, jeśli się miało szczęście być kochanym, to jest to jednocześnie zobowiązanie. Komu więcej dano, od tego więcej wymagać się będzie../Jezus Chrystus/ A za domy dziecka, ci, którzy podtrzymują ich istnienie, będą na drugim świecie siedzieli w bidulu na wieczność. Bo jest lobby za ich utrzymaniem. Podlegają starostom i dają miejsca pracy.
