Kolejny Kamilek wrócił z Warszawy z kieszeniami pełnymi wezwań do zapłaty, które przychodziły na adres zameldowania, czyli tam, skąd go bidula zabrano: grzywna sądowa za posiadanie kastetu-600 PLN,/prokurator wnioskował o 200 zł,/ mandaty za przechodzenie przez jezdnię – kilkaset zł, jazda na gapę ponad tysiąc. Uzbierał fajnie. Wychowanek domu dziecka, kompletnie bezradny wobec rzeczywistości. Jak nie zapłaci, to pójdzie do więzienia. No więc ks. Jacek od jutra będzie ratował budżet państwa i Kamilka przed więzieniem. Prosił o zamianę na prace społeczne, rozłożenie na raty itp. Bo Kamilek rozsądnym obywatelem być może zostanie za kilka lat. I przez te kilka lat musimy go utrzymać, nauczyć życia, pracy i zawodu. O ile wytrwa. Niekończący się, powtarzalny scenariusz. Korzenie nie odrastają nigdy, ale czasem udaje się wstawić implanty.
Kosimy trawniki, budujemy, segregujemy odzież na kiermasze, szyjemy /ostatnio piękne obrusy/, robimy meble, tracimy czas w urzędach, pielęgnujemy chorych, zmuszamy do pracy leniwych, wozimy ludzi, jedzenie, sadzonki pomidorów i cement, liczymy pieniądze lub ich brak, żebrzemy, czasami udaje nam się spojrzeć w niebo i przejść parę kroków na luzie bez myślenia, co jeszcze trzeba zrobić, a na co już nie ma czasu ani siły. Normalka, czyli jest dobrze.
