Kiedyś miałam konferencję w seminarium duchownym. Mówiłam o wspólnocie. Po tym zostałam zaproszona na obiad do jadalni profesorskiej. Towarzyszący mi kleryk nie mógł tam ze mną zjeść obiadu.To było  tylko dla VIP-ów. Klerycy jedli osobno. Było mi bardzo głupio. Tak jak jest mi głupio, kiedy robimy różne Wigilie i wielkanocne śniadania  dla ubogich, rzadko kiedy w dniu Wigilii czy w pierwszy dzień Wielkiejnocy. Na ogół przed. Bo to jest dla nich, ale nie z nimi. Razem to już z innym towarzystwem. Swoim. W naszej Wspólnocie często jemy wigilijną wieczerzą kilka razy.Trzeba wpaść do kilku domów, żeby w każdym złożyć życzenia i na chwilę przysiąść. Przy okazji mamy ranking zdolności kulinarnych poszczególnych załóg kuchennych. Sami mieszkańcy często nie dostrzegają wagi wspólnego posiłku. Nie mają więzi i traktują nas jako kolejną instytucję pomocową. Trzeba nad tym pracować. Raz ta praca wydała efekt zaskakujący. Na terenie schroniska dla chorych spili się przychodzący na posiłki mieszkańcy okolicznych działek. Za karę Renia zabroniła im wstępu na nasz teren i ogłosiła, że żywność będziemy podawać przez płot. Po kilku dniach zawieszeni z drugiej strony płotu bezdomni wykrzyczeli, że nie są psami, żeby im jedzenie tak podawać i że sami im mówiliśmy, że są naszymi braćmi, a bracia jedzą razem. No cóż, ugięliśmy się z zastrzeżeniem, że to ostatni raz.
Wspólnota- miejsce naszych marzeń. Miejsce akceptacji, pokoju, przebaczenia. Miejsce, gdzie mogę być sobą bez maski i lęku przed odrzuceniem. Rodzina, parafia, grupa przyjaciół, zgromadzenie zakonne. Młodzi takiej wspólnoty poszukują często rozpaczliwie. Problem w tym, że to się buduje, a nie otrzymuje gotowca. A budowanie boli, bo pokazuje nam ….prawdę o nas samych. Ale też wyzwala. Modlitwa Jezusa o to, żebyśmy byli jedno/nie jednakowo/. W najgłębszej naszej istocie. I wtedy nie ważny jest kolor skóry, wzrost, pochodzenie czy kasa.Szef ma być sługą a nie dyrektorem.To jest tak rewolucyjne, że chrześcijanie byli i są obiektem prześladowań, bo idą w poprzek ustalonych podziałów. Oczywiście, o ile idą.
A wszyscy należymy do jednej wspólnoty- ludzkiej. I tu też obowiązuje nas solidarność. Wobec ludzi po prostu. Są to więzy innego rodzaju. Każda istota ludzka jest mi bliska. Nie mogę przejść obojętnie wobec jej cierpienia. Braterstwo w Adamie i braterstwo w Chrystusie.
Wreszcie- mój bezczelny kocur przypomina mi o wspólnocie najszerszej- stworzeń boskich. Drąc pyszczek i bijąc mnie po twarzy, kiedy zamiast go głaskać- piszę na komputerze. Kto tu jest czyim właścicielem?
Diabeł najbardziej boi się jedności.