Telefon od znajomej, której przez lata pomagaliśmy. Wychowała sama dwójkę dzieci. Teraz jej syn został ojcem i pracuje na zmywaku w Anglii, żeby zarobić na wynajęcie mieszkania i utrzymanie rodziny w Polsce. Trzeba ochrzcić dziecko.
Inna półka- naszemu wolontariuszowi urodziło się dziecko. Niedawno wiózł do Domu Pomocy Społecznej jednego z mieszkańców – wielkiego „aktora” i hipochondryka. Stasio w samochodzie kilkakrotnie „umierał”. Biedny wolontariusz prawie oszalał od tego cyrku. Wreszcie, kiedy dojechali, Stasio wysiusiał się na oczach dyrektorki DPS na schodach budynku, demonstrując swój stosunek do otoczenia.
Zapytany „Jak tam poród?” wolontariusz uśmiechnął się i powiedział, że to w ogóle mały pryszcz w porównaniu z podróżą ze Stasiem. Może by tak szkolenie oddziałów specjalnych u nas? Nic ich potem nie złamie.
Młodzi- tak różni, a jednak- każdy na swój sposób dzielny.
I cała rzesza niezagospodarowanych, na których nikomu nie zależy.
Dzieci z Nagorzyc- u stóp Gór Świętokrzyskich, nie były na Łysicy ani w Sandomierzu. Planowaliśmy dzisiaj wycieczki.
