Staliśmy jak oniemiali, wpatrując się w napis na nagrobku. „Wspaniałemu ojcu- dzieci.” Ja i mój brat, Karol. Kaśka, nasza przyrodnia siostra rzuciła się w ramiona ciotki, dziękując gorąco. Mnie stanęły przed oczyma wszystkie chwile, kiedy matka ukrywała przed nami łzy po odejściu ojca do innej kobiety. Jej zmęczona twarz, kiedy po pracy na dwa etaty wracała do domu, a nocami gotowała obiad na następny dzień. Ból i samotność, kiedy tak tęskniłam za głosem i spojrzeniem ojca. Ciotka nigdy mamy nie lubiła.Kaśkę zawsze uwielbiała, nas zaledwie tolerując. To ona zafundowała ten nagrobek.
Nie wiedziałam co robić, zwłaszcza, że Karol pochylił się i podniósł z ziemi kamień.
Ciotka spojrzała na nas i krzyknęła oburzona: „Czemu się tak gapicie? Przecież tak płakaliście po śmierci ojca. „
„Ciociu, myśmy płakali dlatego, że to był nasz ojciec, a nie dlatego, że był wspaniałym ojcem. Sama dobrze wiesz…”- bąknęłam speszona. W tym momencie w kieszeni Karola zadzwonił telefon. Odszedł i dość długo rozmawiał. Kiedy wrócił, spojrzał na nas powiedział: „Zabieram was wszystkie. Mama zaprasza na obiad.”
„Mnie też ?”- spytała ciotka. „Powiedziała- wszystkie”, odpowiedział. I co jeszcze ci powiedziała, spytałam, kiedy na moment zostaliśmy sami. „Zostawcie umarłym ich pomniki. Aha, i jeszcze coś o przebaczeniu, ale nie dosłyszałem.”
