Pozwolę sobie zacytować jednego z blogowiczów, ponieważ chciałabym, żeby odpowiedź była dostępna dla wszystkich:

„Przepraszam, ale z totalitaryzmem ponoć skończyliśmy.
Kiedyś problem mieszkaniowy próbowano rozwiązać według poniższego schematu:
1) Sprzedawano ZSRR warzywa i mieso;
2) Kupowano tam rudę żelaza;
3)Z radzieckiej rudy żelaza i polskiego węgla robiono stal, z tegoż  polskiego węgla i ożarowskiego margla robiono cement, a ze stali i cementu budowano domy;
4) Przy okazji cały lud pracujący miast i wsi zaganiano do roboty, np. przy produkcji stali, cementu, budowie domów,produkcji mięsa i warzyw.
Przy tym schemacie budowano (za późnego Gierka) 350 tysięcy mieszkań rocznie, a na wsi znaczna ilość domów(jakby szanowna pani się rozejrzała po kieleckiej wsi – to tam wszystko jest pobudowane za Gierka lub Jaruzelskiego.
Ludziom nie pozwalali wyjeżdżać za granicę, a jak już kto zdołał – to się budował w dwa lata.
To oczywiście był totalitaryzm i naród przy błogosławieństwie swoich pasterzy go obalił.
Teraz Polska nie sprzedaje mięsa i warzyw do Rosji, ożarowski cement sprzedano Niemcom, stalownie ledwo dysza, a węgiel Polacy kupują zagranica.
A mieszkań buduje się mniej, jak za późnego Jaruzelskiego.
A w tych szkołach, co czasem nawet są niedawno wybudowane, to mało młodzieży – bo kobiety w nowych czasach nie chcą mieć dzieci. A uczy się te dzieci według nowych programów szkolnych, gdzie mało godzin lekcyjnych, a w szczególnie mało matematyki z fizyką i chemią – żeby Polak już nigdy więcej nie wydobywał węgla, nie wytapiał stali, robił cementu, ani nie budował domów – bo do zmywania garów w Londynie potrzebny tylko angielski i pokora wobec obcych.
Tyle, ze, szanowna pani – to wszystko stało się za błogosławieństwem pasterzy ludu bożego.

odpowiadam:

Na szczęście z totalitaryzmem skończyliśmy. Na mieszkanie w socjalizmie dziedziczyło się miejsce w kolejce. W wieś, jeśli się budowała, to zgrzebnie i z materiałów na przydział lub kradzionych z państwowych budów. Bo ów cement też był eksportowany. Zresztą nie tylko wieś. I stąd zapóźnienia pięćdziesięcioletnie w stosunku do innych krajów. A za komuny sztucznie wygórowana wartość dolara pozwalała na przywiezienie z zagranicy dużej sumy pieniędzy. Oczywiście po sprzedaniu na czarnym rynku.

 I na prawdę nie widzę związku między klerem a brakiem mieszkań dostępnych dla niezamożnych. Przeciwnie. Episkopat ciągle nawołuje do polityki prorodzinnej, a to oznacza: dostępność mieszkań dla niezamożnych, wsparcie materialne regularne, a nie głupie becikowe, dla rodzin mających dzieci, dostępność przedszkoli.
Żeby robić dzieci trzeba mieć zwyczajnie gdzie! Pokój dzielony z teściową i już zrobionymi dziećmi?

Co do edukacji-bingo. Zgadzam się i pisałam o tym na blogu.  Tylko wolałabym, żeby Polak był przodujący w nowych technologiach i wynalazkach.

Brak polityki socjalnej, w tym szeroko zakrojonego budownictwa socjalnego,zwłaszcza w małych miejscowościach to skandal. Jest to obowiązkiem gmin. Tylko te nie kwapią się, a często są po prostu biedne, zwłaszcza te małe. Stąd samotna matka pochodząca ze wsi lub małego miasteczka nie ma żadnych szans na mieszkanie socjalne. A w Warszawie już tak, choć to trwa. Potrzebny jest pilnie narodowy zryw budownictwa mieszkalnego/nie żadne TBS-y/ dla niezamożnych. Zrobili to Niemcy w latach 60-tych,budując setki tysięcy mieszkań tanich, acz przyzwoitych. Dziś mieszkają tam imigranci, bo Niemcy dawno się dorobili i mają lepsze i większe.Młoda rodzina mająca zapewnione tanie mieszkanie zarobi w Polsce na utrzymanie. W sumie wypadnie to taniej, niż zasiłki z pomocy społecznej i koszta utrzymania starzejącego się społeczeństwa, bo młodzi utrzymują królową brytyjską, rządy Niemiec, Irlandii itd. Nasi- wykształceni lepiej lub gorzej, ale za nasze pieniądze. Nawet gimnazjum to przecież koszta. To wcale nie wyższe zarobki, ale szansa na mieszkanie pociąga tam młodych. Jechać  na parę miesięcy i zarobić kasę – to dobre doświadczenie dla młodego człowieka. Ale rozbite rodziny i wykorzenienie na długo lub zawsze- powinno być wyborem/ w końcu jesteśmy wolni nawet w niszczeniu/, a nie koniecznością. I o tym też mówią biskupi. Tylko Kościół nie ma żadnej władzy- na szczęście- zatem może tylko pokazywać.

Jeden z blogowiczów, też prowadzący blog pisze o kryzysie rodziny. Polecam, bo ciekawe. www.tatulowe.blog.onet.pl O tym następnym razem.

 Pozdrawiam s.M