Wolne, to wolne, od pisania też. Chociaż w sobotę pracowaliśmy, a jak zwykle w święta, popsuła się pompa do studni. Dzięki Bogu, już działa, ale kłopot był. Dziś ostatni dzień wolnego szaleństwa, czasu, kiedy nikt nie pracuje i tak naprawdę chyba nikt nie odpoczywa. To nasza polska specyfika te „długie weekendy”. Trzeba jednak korzystać z tego, co się ma, zatem do wieczora. Pozdrawiam z kwitnącego Zochcina. A jednocześnie staram się trochę zmienić szatę graficzną bloga, bo trzeba iść z duchem czasu. Już wszystko mam, tylko jak zwykle diabeł tkwi w szczegółach- a „chłopaków” nie ma.
