Już jesteśmy w Zochcinie. Szok pourlopowy czyli wszystko na raz, bo mnie nie było, łącznie z godzinną rozmową przez skype’a w języku obcym z naszym założycielem i wypłukało mi głowę doszczętnie. Czyli relacja jutro. W każdym razie wszystko tu stoi jak stało, Artur mnie nie odstępuje na krok i zwierzaki żyją. Pozdrawiam