Czasem zazdroszczę Benedyktynom, że ślub stałości miejsca składają. Zwłaszcza po wielodniowych wędrówkach. Ale i tam nie do końca siedzą na miejscu, czego żywym przykładem jest O.Leon Knabit. Gdzie się nie ruszyć, to albo jest, albo był, albo niebawem będzie. A przecież nie młodzik ci on, ten wspaniały mnich.

Ja na czas jakiś podróże zakończyłam, jak przystało na Polkę-Katoliczkę- w Częstochowie. Zaliczyłam po drodze spotkanie z Kardynałem i na razie nie mam ataku malarii*. W Częstochowie o kobiecej doli mówiłam do kobiet tłumnie przybyłych na Pielgrzymkę Akademicką. Spokojnie, faceci też w niej uczestniczyli, tylko mieli swojego mówcę. Na szczęście jeszcze trochę panów w Kościele bywa. Miki posłużył mi za kierowcę, bo na moje stare gnaty tych podróży za kierownicą za dużo, a na znajomy pogrzeb nie możemy sobie pozwolić. Przy okazji sprzedał trochę “Cerowania świata”. Niech ci, co tu, na blogu nie bywają, też poczytają czym żyjemy.

75dd6a75605fb83a8ade21e14cce9a6fW stolicy duchowej nieopisany tłok. Nie jest to miejsce na dłuższe skupienie, ale kiedy weszłam do kaplicy, poczułam to coś, po które i dla którego tysiące tu zjeżdżają. Ona tam po prostu sobie jest! Dźwiga te wszystkie szaty i ozdoby oraz biżuterię, cierpliwie przyjmuje najdziwniejsze oznaki szacunku,  wiary i wdzięczności.

Artur Warszawa
Stolica dla Artura!!!!!

Stolica zaś państwowa ma zaszczyt gościć naszych niepełnosprawnych Przyjaciół i Mieszkańców oraz młodzież dzielną ze świetlicy. Artur pojechał “bez Gosi”, z Jankiem i bawią się świetnie. Reportaż z imprezy jutro, jak wrócą. Dzisiaj był Mały Książę w Teatrze Roma, jutro ZOO. Już widzę, jak mój synek wykupuje wszystkie balony ze stoisk pod bramą ogrodu! Ale to będzie problem Jaśka, nie mój, ufff!!!!

Przykrość przy okazji tej wyprawy jedna. Zrozpaczona mama Wiesia i Bożenki  zadzwoniła w przeddzień wyjazdu, że od tygodnia wszystko spakowane, oboje czekali na ten wyjazd i właśnie się rozchorowali. Trochę się na Pana Boga obraziłam. Tym najsłabszym taki numer wyciąć? Na szczęście dokładnie za miesiąc jedziemy na kilka dni do Krynicy. Odpoczną nie tylko niepełnosprawni, ale też ich matki, które od lat nigdzie się nie ruszają, uwiązane do swoich dorosłych dzieci. Na ich miejsce pojechali inni, rzecz jasna. Mieszkańcy z Jankowic, też najsłabsi.  Gdybym tak któregoś dnia wygrała milion na loterii, to zamówiłabym setki autokarów i wywiozła tysiące w miejsca piękne, których z perspektywy swoich ubogich domów, pokoi, biedy i szarości, w jakich tkwią latami, nigdy nie zobaczą. Ale nie gram, więc nie wygram i zamiast tysięcy są dziesiątki przeżywający chwile radości. Dzięki ludziom dobrej woli, którzy dali kasę.

Cerowanie różne ma oblicza

Remont na Stawkach czas zacząć. Już z góry jesteśmy wdzięczne – pracownice i panie. P. Wenek i p. Wiktor /chłopaki z Zochcina/ tłuką i walą od wczoraj w łazience. Co niektóre panie  mają oficjalną wymówkę dlaczego się nie myją. Darek z Łopuszańskiej też tam walczy. Ostatnio spędza tam większość czasu i nieustannie coś naprawia. Dziś ratuje drzwi wejściowe zamontowane w zeszłym roku. W chwili obecnej już ledwo żywe. Jak tam jestem zastanawiam się ciągle, kiedy w końcu wylecą z futryną przy takim trzaskaniu, które fundują panie dniem i nocą.

Przy tym wszystkim panie mają dziś “post” na kolację tzn. nie mają jej. Aneta prosiła na rozpisce o trzy panie do smażenia naleśników. Jak jeden mąż wszystkie oglądały nagle swoje sznurówki uciekając wzrokiem, a zapytane personalnie miały coś ważnego do zrobienia dzisiejszego dnia. Nie ma smażenia, nie ma jedzenia. Dnia poprzedniego sprawa miała się podobnie jeśli chodzi o codzienne dyżury – zmywanie naczyń i sprzątanie – pół godziny dziennie przypadające na osobę średnio 3-4 razy w tygodniu. Chora jestem na samą myśl o ustalaniu dyżurów.
Jak to zwykła mówić nasza była pracownica socjalna ze Stawek: z każdą z nich trzeba walczyć o nią samą każdego dnia. Małymi kroczkami trzeba pchać do przodu – każde “nie” zmienić na “tak” – jeśli chodzi o mycie, ścielenie łóżek, sprzątanie, pranie, pracę, załatwianie swoich spraw.
Warto to robić!!! naprawdę…… ale czasem mam ochotę je “udusić”./Sylwia/ 

A w Brwinowie cerowała ekipa z Warszawy. Teren duży, dziewczyny same nie chcą-nie potrafią-nie mogą, do wyboru, zrobić ogrodowych, wiosennych porządków. Porzucili więc swoje zajęcia warszawiacy i ruszyli z grabiami pod wodzą Piotra, który mimo choroby pozostaje najlepszym “trawnikowym” i “kwiatkowym”. Niech zobaczą mamusie, jak to miło coś wokół siebie zrobić i żadna praca nie hańbi, a wręcz przeciwnie. Niestety, parę dni po tej akcji zastałam kwiatki podeschnięte. Jeszcze się nikomu nie udało wyhodować roślin na sucho, drogie panie z Brwinowa. Wasze wysiłki idą na marne.

*Dla tych, którzy nie odrobili lekcji, czyli albo nie przeczytali książki, albo nie znają starszych wpisów:

św. Franciszek po powrocie z pałacu kardynała Leona dostał okropnego ataku malarii. Stwierdził, że diabeł sprawił  mu lanie. “To kara za przebywanie z kardynałami” oświadczył. Mam nadzieję, że kapelusz kardynalski nie odbiera poczucia humoru i współczesny Kardynał  nie obrazi się za ten żart.