Odchodzi z pola widzenia dobry, mądry Człowiek, którego głos, z racji stanowiska, przebijał się przez góry i morza absurdów, krętactw i zwykłego zagubienia. Głos taki zawsze rodzi u jednych sympatię, u innych agresję. Prawdziwy Kościół zawsze będzie obiektem niezrozumienia. Jest przecież w rozkroku- między „tym” a „nie-tym” światem. Sytuacja męcząca na dłuższą metę, dlatego często szukamy akceptacji przez świat za cenę ustępstw. Już Apostołowie mieli z tym problem. Świat kusi i zachęca: zmieńcie troszeczkę reguły gry, a przyjmę was i będę z wami. Prawdy zmienić się nie da, a przynajmniej człowiek jako stworzenie Boże, a nie pan świata, zmienić jej nie może. Kiedy jednak próbuje- ląduje pupą w kałuży. Są co prawda ludzie, którzy twierdzą, że jest tam bardzo przyjemnie, choć w rzeczywistości nie za bardzo. Czym mniej przyjemnie, tym głośniej krzyczą „jak tu dobrze!”, przykrywając lęk i rozdarcie. Zupełnie jak pijak, któremu głowa pęka i wątroba boli, ale udaje, że jest szczęśliwy kołysząc się na nogach.
Odchodzi Człowiek, który pozostawił nam mądre słowa. Kto je czyta? Odchodzi z pola widzenia, ale, jak sam mówi, będzie z nami mocniej. Już nie Ojciec, a ….Dziadek. Papież-emeryt- Benedykt XVI. Niech Pan mu błogosławi i go strzeże.

Nad-obowiązkowo


Miłość bliźniego polega właśnie na tym, że kocham w Bogu i z Bogiem również innego człowieka, którego w danym momencie może nawet nie znam lub do którego nie czuję sympatii. Taka miłość może być urzeczywistniona jedynie wtedy, kiedy jej punktem wyjścia jest intymne spotkanie z Bogiem, spotkanie, które stało się zjednoczeniem woli, a które pobudza także uczucia. Właśnie wtedy uczę się patrzeć na inną osobę nie tylko jedynie moimi oczyma i poprzez moje uczucia, ale również z perspektywy Jezusa Chrystusa. Jego przyjaciel jest moim przyjacielem. Przenikając to, co zewnętrzne w drugim człowieku, dostrzegam jego głębokie wewnętrzne oczekiwanie na gest miłości, na poświęcenie uwagi, czego nie mogę mu dać jedynie za pośrednictwem przeznaczonych do tego organizacji, akceptując to, być może, jedynie jako konieczność polityczną. Patrzę oczyma Chrystusa i mogę dać drugiemu o wiele więcej niż to, czego konieczność widać na zewnątrz: spojrzenie miłości, którego potrzebuje. W tym właśnie przejawia się niezbędne współdziałanie między miłością Boga i miłością bliźniego, o którym mówi z takim naciskiem Pierwszy List św. Jana. Jeżeli w moim życiu brak zupełnie kontaktu z Bogiem, mogę widzieć w innym człowieku zawsze jedynie innego i nie potrafię rozpoznać w nim obrazu Boga.

Jeżeli jednak w moim życiu nie zwracam zupełnie uwagi na drugiego człowieka, starając się być jedynie « pobożnym » i wypełniać swoje « religijne obowiązki », oziębia się także moja relacja z Bogiem. Jest ona wówczas tylko « poprawna », ale pozbawiona miłości. Jedynie moja gotowość do wyjścia naprzeciw bliźniemu, do okazania mu miłości, czyni mnie wrażliwym również na Boga. Jedynie służba bliźniemu otwiera mi oczy na to, co Bóg czyni dla mnie i na to, jak mnie kocha. Święci — myślimy na przykład o błogosławionej Teresie z Kalkuty — czerpali swoją zdolność do miłowania bliźniego, zawsze na nowo, ze spotkania z Chrystusem Eucharystycznym, a to spotkanie nabierało swego realizmu i głębi właśnie dzięki jej posłudze innym.

Miłość Boga i miłość bliźniego są nierozłączne: są jednym przykazaniem. Oby- dwie te miłości jednak czerpią życie z miłości pochodzącej od Boga, który pierwszy nas umiłował. Tak więc nie chodzi tu już o « przykazanie » z zewnątrz, które narzuca nam coś niemożliwego, lecz o doświadczenie miłości darowanej z wewnątrz, i tą miłością, zgodnie ze swoją naturą, należy się dzielić z innymi. Miłość wzrasta poprzez miłość. Miłość jest « Boska » , ponieważ pochodzi od Boga i łączy nas z Bogiem, a ten jednoczący proces przekształca nas w « My », które przezwycięża nasze podziały i sprawia, że stajemy się jednym, tak że ostatecznie Bóg jest « wszystkim we wszystkich » (por. 1 Kor 15, 28).

Deus Caritas Est – Bóg jest Miłością-encyklika BXVI