Odkryłam wczoraj, że pierwsze 9 dni pop-brewiarza nie chodziło. Ale już chodzi. Polecam na przewietrzenie duszy.
Hera czyli kudłata suka, która była prezentem dla Tomasza od kolegi, jednym z tych prezentów, które są kłopotliwe, po zniszczeniu ogrodu i nie tylko, na Łopuszańskiej, trafiła do mnie, bo mój ogródek nie był zniszczony. Już jest. A Hera może się rozwinąć w Zochcinie na cały gwizdek. Gnój do wytarzania na wyciągnięcie łapy, winogrona do wykopania, moje pieszczone róże i iglaczki! No i z Mikim dokonaliśmy kąpieli, bo smród gnojówki był potężny. Bydlę siedzi teraz i się śmieje, a ja sprzątam łazienkę i kuchnię po kłakach i trzepaniu futra.. Może ktoś chce uroczą suczkę, bo jak na mnie to Felicjan i ta dziewucha to za dużo. Felicjan jest ukochany przez Artura, faceci śpią w objęciach/bez głupich podtekstów, proszę!/ a na liście kucharza znajduje się dla niego porcja, na widok której ślicznie tańczy. Felicjan, nie kucharz. I tylko trzy razy w tygodniu, bo tyle razy jemy mięso na obiad. Na dźwięk dzwonu na Anioł Pański, który to dzwon mieszkańcy uważają za dzwonek na obiad, Felek zaczyna piszczeć i zagania do stołówki.
Z dostawy psów, to mamy jeszcze dwie sztuki, bo mamy dwóch nowych mieszkańców. Panowie przybyli z pieskami, a wzruszająca historia owych 4 Stworzeń i 12 łapo-nóg oraz opłakany stan Stworzeń ludzkich powstrzymała mnie przed wyrzuceniem całego towarzystwa. Żeby ratować ludzi trzeba było przyjąć i te psy. Sprzedaż wiązana. Cóż, stawiamy zagrodę i tyle. Czasem trzeba złamać wszystkie reguły w imię miłości bliźniego.No, prawie wszystkie. Bo zło dobra nigdy nie przyniesie. Co najwyżej Miłosierdzie Boże może jakoś zacerować dziury.
W Nagorzycach woda już jest. Alarm był fałszywy. Sąsiadowi zalewało, ale nie z wodociągu tylko spapranej melioracji. Nam zresztą też zalewa plac zabaw. Mimo zeszłorocznych prac melioracyjnych wykonanych przez naszych chłopaków. Jednak dużo mniej. A system odwodnienia, zbudowany jeszcze przed wojną przez właściciela dworku, rozwalili w czasie budowy wodociągu ludzie, którym było wszystko jedno, bo to państwowe.
Nad-obowiązkowo
Św. Magloire
![]() |
| +586 |
Przez wiele lat był opatem klasztoru benedyktyńskiego w Lammeur, a następnie w Dol. Na starość osiadł jako pustelnik na wybrzeżu Bretanii. Uzdrowiwszy z trądu księcia, w którego posiadłościach leżała wyspa Sark otrzymał od niego połowę tej wysepki. Kiedy święty osiadł na swojej połowie, wszystkie zwierzęta przeniosły się na jego terytorium. Zaskoczony książę zrobił eksperyment i zamienił się z Magloire na działki. Historia się powtórzyła. Zwierzaki znów wylądowały po stronie świętego. W końcu książę podarował mu całą wyspę.
Św.Magloire wybudował na wyspie Sark klasztor i szkołę, która kształciła 600 uczniów. Od innego, uzdrowionego z trądu księcia otrzymał wyspę Jersey, gdzie też powstały klasztory.
Święty pod koniec życia spędzał długie godziny w kościele, śpiewając: „O jedno proszę Pana, tego poszukuję: bym w domu Pańskim przebywał po wszystkie dni mego życia”, a wg. legendy Komunię św. przynosił mu anioł. Klasztory przetrwały do XIV w, ale szczątki św. Magloire miały wiele przygód. Wylądowały w końcu w Paryżu, aby w czasie Rewolucji zostać spalone. Widać groźny był dla bezbożnictwa 1200 lat po śmierci. Ale moc!
Można powiedzieć, że zarabiał na rozwój klasztorów cudami. Cóż, zawód „cudotwórca” od wieków figuruje w rejestrze niebiańskich profesji.

