Urwanie ogona to mało powiedziane. Roboty w polu, budowlane, w ogrodzie i tzw.zieleni miejskiej czyli trawnikach, krzakach oraz boiskach. Wyrywamy sobie z Tamarą i Inżynierem ludzi, bo każdy chce swoją działkę jak najszybciej skończyć, a łapek do roboty i to z głową niewiele. To nie znaczy, że my mamy łapki w kieszeniach, oj nie. Skończyłam studia na temat: reaktywacja trawy boiskowej i jutro z drżeniem przystępujemy do ćwiczeń praktycznych w Nagorzycach. Boisko piłkarskie trzeba naprawić. Nawet jedną maszynkę musiałam zakupić, co bez niej podobno ani rusz i dziwnie się nazywa. Wertykulator chyba. Mam nadzieję, że trawy trochę zostawi. Jak zwykle reperujemy narzędzia. Po pierwsze stare już są, po drugie….cóż, filozofia „po nas choćby potop” jest nie do przewalczenia. Nigdy nie ma winnego, rzecz jasna. W tym roku od początku sezonu działa glebogryzarka – cud jakiś, że przeżyła poprzedni sezon. Niemiecka, więc odporna. Na ogół trzeba było reperować z wiosną, a wracała z serwisu jak chłopaki przekopali ręcznie cały ogród. Zapytacie, czemu nie robimy przeglądu zimą? Bo byśmy musieli reperować dwa razy! Z Wojtkiem-Malinowym trzymamy wszystko co możliwe w pokojach, ale grabie mi się nie mieszczą, więc musiałam kupić nowe. Stare zniknęły. Zimą właśnie. Trudno też chować do pokoju spalinową kosę, kosiarkę czy piłę. Zresztą w moim w pokoju czyha Artur, który też lubi zabawki. Ten werty…coś tam to chyba połknę, żeby nie majstrowali! Takie życie z przelotnymi ptakami….Uwielbiają grzebać i nie uwielbiają odstawić na miejsce. Grabie pewnie znajdę w dziwnym miejscu. Za rok. Przegniłe.
 |
Zochcin-dom główny, postawiony ze starej chałupy
a wokół jest jeszcze kilka domków |
 |
| nasza kaplica |
Do remontu poszła stara chałupa zochcińska. Serce mi się ściska, bo straci swój urok. Podłoga była przegniła, szczurki czasem wchodziły przez ściany, myszy miały swoje norki, ale przeżyliśmy tam z dziećmi ponad 10 lat. Dwa to nawet bez okien, zamiast szyb była folia. Budowaliśmy i remontowali wszystko wszystkim wokół, a na to nigdy nie było kasy ani czasu. I piękne stare deski obiciowe, które błyszczały w słońcu patyną lat znikną pod ociepleniem. Ale staruszka zaczęła się rozpadać i trzeba ją ratować.
Przemija postać świata. Pamiętam, jak zaczynaliśmy życie w Zochcinie, z kilkoma mieszkańcami. Obok tej chaty-staruszki, z innej, rozebranej i zestawionej od nowa starej, wiejskiej chałupy kupionej za grosze wybudowaliśmy najpierw dom dla nich. Wokół były tylko zwały błota. I chłopcy pracując ciężko śpiewali znaną wszystkim piosenkę
braci Golców. No i co? Tylko banku nie ma w Zochcinie. Jeszcze. A jak wyrosła wreszcie trawa na trawnikach, pieszczona przeze mnie i Bobusia, czyli Tomaszka, mieszkańca, co wtedy miał lat 16, a dziś – dwoje sporych dzieci, to z miłości do mnie niejaki Jacek polał owe trawniczki środkiem na chwasty. Żebym nie musiała plewić. Dłuuuugo nie musiałam, bo był to środek na trawę. Musieliśmy nawieźć nowej ziemi, żeby zacząć od początku. Setki ludzi tu się przewinęły, każdy coś dołożył i dokłada. Czasem się zdarza, że coś ujmuje.
W końcu życie to po prostu wycieczka. Nie warto się rozsiadać w jednym miejscu. I warto wybrać się na tę wycieczkę w dobrym towarzystwie
Nad-obowiązkowo
Pewnego wieczoru zacząłem wymieniać wszystkich dobrych ludzi, których spotkałem w moim życiu. Musiałem to jednak przerwać, bo chyba nigdy bym nie skończył.ks.Jan Twardowski
 |
| zawsze razem z Bogiem Janet Hyun |
Prowadź mnie, Światło, swą błogą opieką,
Światło odwieczne!
Noc mroczna, dom mój tak bardzo daleko,
Więc Ty mnie prowadź.
Nie proszę rajów odległych widoku,
Starczy promyczek dla jednego kroku.
Nie zawsze tak się modliłem jak teraz,
Światło odwieczne.
Sam chciałem widzieć, sam chciałem wybierać
Swą własną drogę.
Pomimo trwogi łaknąłem barw świata
Ufny w swą siłę. Przebacz tamte lata.
Tyś zawsze trwało, gdym przez głuchą ciemność,
Przez bór, pustynię
Błąkał się dumny. O, czuwaj nade mną,
Aż mrok przeminie,
Aż świt odsłoni te drogie postaci,
Którem ukochał niegdyś, którem stracił.
Kardynał Newman
Dodaj do ulubionych:
Lubię Wczytywanie…
Powiązane